Misyjne drogi
Entuzjazm wśród milionów muzułmanów
Papież Jan Paweł II w Bangladeszu
Zaraz na początku swej najdłuższej z dotychczasowych podróży Jan Paweł II przebywał 19 listopada w Bangladeszu, w drugim największym państwie muzułmańskim. Jego wystąpienia na rzecz wolności religijnej, tolerancji i współpracy wywarły zarówno na chrześcijanach jak i na muzułmanach głębokie wrażenie. W KM (Die katholischen Missionsn Nr 2/87) ukazał się interesujący artykuł na temat tej wizyty. Napisał go na podstawie własnych przeżyć i obserwacji ks. K. Beurle z Dhaki, długoletni misjonarz w Bangladeszu (MD).
Przed przybyciem Papieża do Bangladeszu było niemało pytań i dyskusji, które rodziły atmosferę dużej niepewności. Dlaczego Papież nawiedza kraj, w którym katolicy stanowią lak znikomą mniejszość - 170tys. na 100 milionów mieszkańców? Czy Jego podróż jest skierowana tylko do katolików, czy również do niechrześcijańskiej większości? Jak zareaguje muzułmańska opinia publiczna? Czy muzułmanie ustosunkują się obojętnie, wrogo czy przyjaźnie? Z drugiej strony: jak wytłumaczyć tak wielki wydatek finansowy? Czy wizyta nie stanie się kosztownym widowiskiem, rażącym na tle ubóstwa mas? Czy Papież poruszy palące problemy naszego ludu? Niepewność, ciekawość i pytania poprzedzały przybycie Ojca Świętego, jak zresztą wszystkie Jego podróże, zwłaszcza do Trzeciego Świata. Papież Jan Paweł II w czasie jednodniowych odwiedzin w Bangladeszu postawił jednoznaczne akcenty i dał jednoznaczne odpowiedzi zarówno pozytywne jak i negatywne. Podobnie jednoznacznie wypadła odpowiedź muzułmańskiej ludności.
Reakcja publiczności przeszła oczekiwania chrześcijan, a niepewność szybko została rozwiana. Wizycie papieskiej towarzyszyło w całym kraju ogromne zainteresowanie. Ludność niechrześcijańska była pod silnym wrażeniem wystąpień Papieża, Jego sposobu bycia budzącego zaufanie i stwarzającego atmosferę bezpośredniości. W przeciwieństwie do Indii, w Bangladeszu nie doszło do akcji zakłócających. „Wszyscy mahometanie, którzy tylko mieli okazję obejrzenia szczegółowej transmisji telewizyjnej z zakończenia papieskiej wizyty - stwierdził student Osman Mahammed Gani - skorzystali z tej możliwości. Najbardziej zaskoczyło ich i urzekło to, że Papież wypowiedział do nich parę słów po bengalsku, że nosił jak mahometanie białą „tupi" oraz, że swobodnie nawiązywał kontakt z wielkimi i małymi. Prasa, radio i telewizja informowały szczegółowo o wizycie Ojca Świętego: wielkie dzienniki, jak „Bangladesz Times" i „New Nation" opublikowały fragmenty kazania papieskiego, wygłoszonego na stadionie Ershard. Popularne czasopisma „Bihitra" i „Muslim Magazine" oraz inne poświęciły odwiedzinom papieskim cały numer. Omawiano w nich obiektywnie i szczegółowo historię i zasady życia chrześcijan. Podkreślano zasługi chrześcijan w rozwoju oświaty i ich zaangażowanie społeczne. Delikatny temat „nawrócenia" został przedstawiony rzetelnie, a nawet z dzisiejszego katolickiego punktu widzenia. Władze przyjęły Papieża bardzo gościnnie. Miasto było udekorowane chorągwiami i transparentami. Słowa pozdrowienia „Niech żyje Jan Paweł II" zostały umieszczone w konturach gołąbka pokoju. Burmistrz stolicy Dhaka przekazał Ojcu Świętemu; złote klucze miasta, co wyraźnie Papieża zaskoczyło, Że swej strony Ojciec Święty odwiedził pomnik narodowy W Savar i wspomniał o ofiarach wojny wyzwoleńczej Społeczeństwo zaś, jak nigdy przedtem, otrzymało z okazji wizyty Jana Pawła II wiele informacji i obszernych wiadomości na temat chrześcijaństwa i katolickiego Kościoła.
Dwóch pracowników lotniska, muzułmanin i chrześcijanin, spoglądając na odlatujący papieski samolot Alitalia powiedzieli po prostu: „Muzułmanie i chrześcijanie nie powinni być sobie wrogami, więcej nas łączy niż dzieli". Sekretarz „Islamie Mission", dr Amanur Rahman, powiedział: „Takiego Papieża my, muzułmanie, nie tylko chętnie i gościnnie przyjmujemy, ale co więcej, my Go podziwiamy". Jednakże z sympatią, jaką darzy Papieża! Ludność muzułmańska oraz z jej postawą tolerancji kontrastuje w życiu codziennym nieufność pewnych grup formalistów/a także niektórych, kręgów rządowych. Konserwatywne1 siły ciągle dają znać o sobie, przeszkadzają pracy chrześcijan oraz utrudniają pobyt i działalność misjonarzy. Nie mają zrozumienia nawet dla bezinteresownych działaczy na rzecz rozwoju, wśród których są młodzi chrześcijanie, pragnący ochotniczo pracować wśród biednych. Z drugiej strony uwidoczniło się, że tolerancja, otwartość, jaką wykazała zdecydowana większość ludności muzułmańskiej podczas wizyty papieskiej, ma swoje źródło w przebogatym dziedzictwie narodu, który wydał Rabindranath Tdgore, Nazrul, Islama i innych wielkich poetów i myślicieli oddanych sprawie' pokoju oraz innym ogólnoludzkim wartościom.
„Aroti" - taneczne składanie kwiatów i serc, „alpona" - pełne fantazji dekoracje, ozdoby z kwiatów i owoców a także gesty, jak np. dotykanie nóg rodziców przed ołtarzem przez kandydatów do kapłaństwa na znak pożegnania - wszystko to było świadectwem, w jak żywy i symboliczny sposób potrafią się wypowiadać Bengalczycy.
Ojciec Święty poprzez właściwy Mu sposób celebrowania i pełen kontemplacji spokój, a także przez gesty i ujmujące kazanie - utorował sobie drogę do serc Bengalczyków. Pod koniec uroczystości kilkakrotnie „wymknął się" tym, którzy czuwali nad Jego bezpieczeństwem i nawiązał bezpośredni kontakt z ludźmi. W czasie swego przemówienia Jan Paweł II poruszył sprawy, które mają znaczenie nie tylko dla Kościoła bengalskiego. Nie pozostawił żadnej wątpliwości, że „dialog między chrześcijanami a muzułmanami jest dzisiaj bardziej konieczny niż kiedykolwiek ...". „Jeśli chcemy pracować dla świata bardziej ludzkiego - powiedział Papież - musimy dzielić się duchowym dobrem, jakie posiadamy ...". Do nowo wyświęconych zaś zwrócił się ze słowami, że służba wspólnocie Kościoła jest równocześnie „popieraniem postępu i pokoju, sprawiedliwości i miłosierdzia dla wszystkich". Papież okazał się bratem Bengalczyków, któremu „los ludzkości leży głęboko na sercu". Widzieli w Nim „pielgrzyma pokoju, szukającego sprawiedliwości według woli Bożej". Kościół miejscowy określił Papieża „Zastępcą Chrystusa". Papież przedstawił cel swej podróży jako zarówno umocnienie wiary katolickiej Kościoła, jak i poparcie dialogu z innymi religiami, wyjście naprzeciw wspólnym wysiłkom wszystkich ludzi dobrej woli oraz wyjście naprzeciw wielkim wyznaniom całej rodziny ludzkiej. Wobec przedstawicieli społeczeństwa i różnych religii wskazał na palącą wspólną odpowiedzialność, ponieważ „godność człowieka, a nawet samo istnienie, są zagrożone na skutek napięć między Wschodem a Zachodem i między Północą i Południem oraz na skutek różnorakich form przemocy, niesprawiedliwości i nierówności". Polaryzacja sił w Kościele, istniejąca zresztą wszędzie, dała o sobie znać również podczas wizyty papieskiej w Bangladeszu. Dla jednych rzeczą najbardziej istotną było przede wszystkim wzmocnienie wewnętrznych sił Kościoła, stabilizacji własnych szeregów, dla innych natomiast raczej dialog z religiami niechrześcijańskimi oraz solidarność z biednymi. To, że Papież opowiadał się zarówno za pogłębianiem życia modlitwy, sakramentów, studium Biblii, jak i za odpowiedzialnością wobec społecznych potrzeb i wyznań, jest dla misji w Bangladeszu czymś nowym - jest nowym obliczem misji.
Zapytana w wywiadzie muzułmańska studentka socjologii, czy mimo wszystko nie obawia się, że Papieżowi ostatecznie jednak chodzi o nawracanie muzułmanów, odpowiedziała: „Jak można tak otwartemu i szczeremu człowiekowi, jakim jest Jan Paweł, nie ufać".
Przed przybyciem Papieża do Bangladeszu było niemało pytań i dyskusji, które rodziły atmosferę dużej niepewności. Dlaczego Papież nawiedza kraj, w którym katolicy stanowią lak znikomą mniejszość - 170tys. na 100 milionów mieszkańców? Czy Jego podróż jest skierowana tylko do katolików, czy również do niechrześcijańskiej większości? Jak zareaguje muzułmańska opinia publiczna? Czy muzułmanie ustosunkują się obojętnie, wrogo czy przyjaźnie? Z drugiej strony: jak wytłumaczyć tak wielki wydatek finansowy? Czy wizyta nie stanie się kosztownym widowiskiem, rażącym na tle ubóstwa mas? Czy Papież poruszy palące problemy naszego ludu? Niepewność, ciekawość i pytania poprzedzały przybycie Ojca Świętego, jak zresztą wszystkie Jego podróże, zwłaszcza do Trzeciego Świata. Papież Jan Paweł II w czasie jednodniowych odwiedzin w Bangladeszu postawił jednoznaczne akcenty i dał jednoznaczne odpowiedzi zarówno pozytywne jak i negatywne. Podobnie jednoznacznie wypadła odpowiedź muzułmańskiej ludności.
Więcej niż sympatia
Już w czasie pierwszych przygotowań do podróży powiedział Ojciec Święty biskupom bengalskim, że szczególnie chętnie podróżuje do krajów, w których., katolicy stanowią mniejszość, choćby to była mniejszość bardzo znikoma. Władze Bangladeszu zapraszając Papieża podjęły pewne ryzyko. Naraziły się opozycji i znalazły się w centrum krytyki fundamentalistów muzułmańskich. Jednakże prezydent Ershad, który nie cieszy się szerokim poparciem społeczeństwa, w tym wypadku liczył się przede wszystkim z przeważającą, liberalną pluralistyczną mentalnością Bengalczyków. Papież odwiedził już poprzednio trzy islamskie kraje - Pakistan, Turcję i Maroko. Dla rządu Bangladeszu było rzeczą oczywistą, że wizyta papieska, w drugim po Indonezji największym kraju mahometańskim, odbije się głośnym echem w świecie.Reakcja publiczności przeszła oczekiwania chrześcijan, a niepewność szybko została rozwiana. Wizycie papieskiej towarzyszyło w całym kraju ogromne zainteresowanie. Ludność niechrześcijańska była pod silnym wrażeniem wystąpień Papieża, Jego sposobu bycia budzącego zaufanie i stwarzającego atmosferę bezpośredniości. W przeciwieństwie do Indii, w Bangladeszu nie doszło do akcji zakłócających. „Wszyscy mahometanie, którzy tylko mieli okazję obejrzenia szczegółowej transmisji telewizyjnej z zakończenia papieskiej wizyty - stwierdził student Osman Mahammed Gani - skorzystali z tej możliwości. Najbardziej zaskoczyło ich i urzekło to, że Papież wypowiedział do nich parę słów po bengalsku, że nosił jak mahometanie białą „tupi" oraz, że swobodnie nawiązywał kontakt z wielkimi i małymi. Prasa, radio i telewizja informowały szczegółowo o wizycie Ojca Świętego: wielkie dzienniki, jak „Bangladesz Times" i „New Nation" opublikowały fragmenty kazania papieskiego, wygłoszonego na stadionie Ershard. Popularne czasopisma „Bihitra" i „Muslim Magazine" oraz inne poświęciły odwiedzinom papieskim cały numer. Omawiano w nich obiektywnie i szczegółowo historię i zasady życia chrześcijan. Podkreślano zasługi chrześcijan w rozwoju oświaty i ich zaangażowanie społeczne. Delikatny temat „nawrócenia" został przedstawiony rzetelnie, a nawet z dzisiejszego katolickiego punktu widzenia. Władze przyjęły Papieża bardzo gościnnie. Miasto było udekorowane chorągwiami i transparentami. Słowa pozdrowienia „Niech żyje Jan Paweł II" zostały umieszczone w konturach gołąbka pokoju. Burmistrz stolicy Dhaka przekazał Ojcu Świętemu; złote klucze miasta, co wyraźnie Papieża zaskoczyło, Że swej strony Ojciec Święty odwiedził pomnik narodowy W Savar i wspomniał o ofiarach wojny wyzwoleńczej Społeczeństwo zaś, jak nigdy przedtem, otrzymało z okazji wizyty Jana Pawła II wiele informacji i obszernych wiadomości na temat chrześcijaństwa i katolickiego Kościoła.
Dwóch pracowników lotniska, muzułmanin i chrześcijanin, spoglądając na odlatujący papieski samolot Alitalia powiedzieli po prostu: „Muzułmanie i chrześcijanie nie powinni być sobie wrogami, więcej nas łączy niż dzieli". Sekretarz „Islamie Mission", dr Amanur Rahman, powiedział: „Takiego Papieża my, muzułmanie, nie tylko chętnie i gościnnie przyjmujemy, ale co więcej, my Go podziwiamy". Jednakże z sympatią, jaką darzy Papieża! Ludność muzułmańska oraz z jej postawą tolerancji kontrastuje w życiu codziennym nieufność pewnych grup formalistów/a także niektórych, kręgów rządowych. Konserwatywne1 siły ciągle dają znać o sobie, przeszkadzają pracy chrześcijan oraz utrudniają pobyt i działalność misjonarzy. Nie mają zrozumienia nawet dla bezinteresownych działaczy na rzecz rozwoju, wśród których są młodzi chrześcijanie, pragnący ochotniczo pracować wśród biednych. Z drugiej strony uwidoczniło się, że tolerancja, otwartość, jaką wykazała zdecydowana większość ludności muzułmańskiej podczas wizyty papieskiej, ma swoje źródło w przebogatym dziedzictwie narodu, który wydał Rabindranath Tdgore, Nazrul, Islama i innych wielkich poetów i myślicieli oddanych sprawie' pokoju oraz innym ogólnoludzkim wartościom.
Troska o nowe oblicze Kościoła misyjnego
Odwiedziny Papieża skierowane były przede wszystkim do Kościoła katolickiego w Bangladeszu. Zaraz na początku miały swój punkt szczytowy: Ojciec Święty przybywając bezpośrednio z lotniska rozpoczął Mszę św. zwracając się do 40000 zebranych z bengalskim pozdrowieniem pokoju. Podczas sprawowanej Eucharystii 18 młodych Bengalczyków otrzymało święcenia kapłańskie. Uroczysta liturgia, pełna podniosłej ciszy i ładu - w przeciwieństwie do wrzawy i chaosu dnia codziennego - uwidoczniła owe szczególne moce bengalskiego Kościoła lokalnego: kontemplatywną pobożność, umiłowanie bogactwa liturgii oraz liczne powołania.„Aroti" - taneczne składanie kwiatów i serc, „alpona" - pełne fantazji dekoracje, ozdoby z kwiatów i owoców a także gesty, jak np. dotykanie nóg rodziców przed ołtarzem przez kandydatów do kapłaństwa na znak pożegnania - wszystko to było świadectwem, w jak żywy i symboliczny sposób potrafią się wypowiadać Bengalczycy.
Ojciec Święty poprzez właściwy Mu sposób celebrowania i pełen kontemplacji spokój, a także przez gesty i ujmujące kazanie - utorował sobie drogę do serc Bengalczyków. Pod koniec uroczystości kilkakrotnie „wymknął się" tym, którzy czuwali nad Jego bezpieczeństwem i nawiązał bezpośredni kontakt z ludźmi. W czasie swego przemówienia Jan Paweł II poruszył sprawy, które mają znaczenie nie tylko dla Kościoła bengalskiego. Nie pozostawił żadnej wątpliwości, że „dialog między chrześcijanami a muzułmanami jest dzisiaj bardziej konieczny niż kiedykolwiek ...". „Jeśli chcemy pracować dla świata bardziej ludzkiego - powiedział Papież - musimy dzielić się duchowym dobrem, jakie posiadamy ...". Do nowo wyświęconych zaś zwrócił się ze słowami, że służba wspólnocie Kościoła jest równocześnie „popieraniem postępu i pokoju, sprawiedliwości i miłosierdzia dla wszystkich". Papież okazał się bratem Bengalczyków, któremu „los ludzkości leży głęboko na sercu". Widzieli w Nim „pielgrzyma pokoju, szukającego sprawiedliwości według woli Bożej". Kościół miejscowy określił Papieża „Zastępcą Chrystusa". Papież przedstawił cel swej podróży jako zarówno umocnienie wiary katolickiej Kościoła, jak i poparcie dialogu z innymi religiami, wyjście naprzeciw wspólnym wysiłkom wszystkich ludzi dobrej woli oraz wyjście naprzeciw wielkim wyznaniom całej rodziny ludzkiej. Wobec przedstawicieli społeczeństwa i różnych religii wskazał na palącą wspólną odpowiedzialność, ponieważ „godność człowieka, a nawet samo istnienie, są zagrożone na skutek napięć między Wschodem a Zachodem i między Północą i Południem oraz na skutek różnorakich form przemocy, niesprawiedliwości i nierówności". Polaryzacja sił w Kościele, istniejąca zresztą wszędzie, dała o sobie znać również podczas wizyty papieskiej w Bangladeszu. Dla jednych rzeczą najbardziej istotną było przede wszystkim wzmocnienie wewnętrznych sił Kościoła, stabilizacji własnych szeregów, dla innych natomiast raczej dialog z religiami niechrześcijańskimi oraz solidarność z biednymi. To, że Papież opowiadał się zarówno za pogłębianiem życia modlitwy, sakramentów, studium Biblii, jak i za odpowiedzialnością wobec społecznych potrzeb i wyznań, jest dla misji w Bangladeszu czymś nowym - jest nowym obliczem misji.
Wezwanie do dialogu t współpracy
Dziś jeszcze dla wielu muzułmanów chrześcijaństwo jest zagrożeniem. Podświadomie utożsamiają oni chrześcijan z kolonizatorami, z Portugalczykami, którzy wtargnęli do kraju ponad 300 lat temu i miejscowej ludności narzucili chrześcijaństwo. Papież dokonał zdecydowanego odwrotu od dotychczasowych przerażających wyobrażeń i praktyk misyjnych. Minęły ostatecznie czasy, w których inaczej wierzących potępiano albo moralnie, lub fizycznie przymuszano do nawrócenia. Papież w Bangladeszu nie posługiwał się pojęciem „nawrócenie" czy „misje", natomiast bronił wolności wiary i sumienia. Jest to czymś koniecznym wobec fanatycznych ideologii zarówno politycznych jak i religijnych, także w Bangladeszu. Jego zdecydowane wezwanie do dialogu i współpracy odczuto jako wyraźne ułatwienie i jako zmianę w stosunkach między muzułmanami i chrześcijanami, Ważne było także Jego stwierdzenie, że „chrześcijanie i muzułmanie boją się siebie i nie mają do siebie zaufania na skutek nieporozumień i konfliktów przeszłości". Papież autorytetem swego urzędu uświadomił milionom muzułmanów i chrześcijan jedno z przełomowych soborowych stanowisk: „poszanowanie dla innych religii i odstąpienie od zasady „zbawienie tylko w Kościele". Pozyskał tym sobie pełne zaufanie. Jeśli były również jakieś akcje kontestujące ze strony ortodoksyjnych muzułmanów, jak i ze strony tych kręgów chrześcijańskich, które w dialogu i we współpracy widzą niebezpieczeństwo rozwodnienia własnej religii, to były akcje, którym nie można przypisywać większego znaczenia. Nikt nie chce rozwodnienia chrześcijańskiej myśli misyjnej, ani nikt nie domaga się synkretyzmu. Chodzi jedynie o to, aby chrześcijański nakaz misyjny tak rozumieć, jak rozumiał go i wypełniał Jezus, który prowadził ludzi do zastanowienia się nad tym, co w ich życiu jest istotne, a resztę pozostawił wolnej woli człowieka i Bożemu działaniu.Zapytana w wywiadzie muzułmańska studentka socjologii, czy mimo wszystko nie obawia się, że Papieżowi ostatecznie jednak chodzi o nawracanie muzułmanów, odpowiedziała: „Jak można tak otwartemu i szczeremu człowiekowi, jakim jest Jan Paweł, nie ufać".
Ks. Klaus Beurle
Tłumaczył z niemieckiego o. St. Rejmoniak OMI

