Misyjne drogi
Z serca do serca
By Biblia mogła dotrzeć do serc Chińczyków
Biblia jest stosunkowo nową księgą w Chinach. Kościół katolicki wydał tam tłumaczenie całego Pisma Świętego dopiero w 1969 r. W ewangelizacji posługiwano się dotąd przede wszystkim katechizmem. Mając również na uwadze specyficzny kontekst chińskiej kultury, misjonarze szukają nowych prostych dróg, które ułatwiłyby dotarcie Biblii do miliarda Chińczyków. Załączony tekst siostry Marii Ko Ha Fong FMA urodzonej w Hongkongu wprowadza nas w ten interesujący temat. Siostra jest profesorem egzegezy Pisma Świętego na Papieskim Instytucie Auxilium w Rzymie oraz w Holy Spirit Seminary w Hongkongu. Tekst ukazał się w KM Forum Weltkirche nr 2/2003. (MD)
Chciałabym rozpocząć od przypomnienia znanej biblijnej sceny: Gdy młody Dawid miał stanąć naprzeciw Filistyna Goliata, Saul dał mu do dyspozycji swój pancerz i najlepszą broń, jaką posiadał. Dawid jednak nie bardzo wiedział, jak się obchodzić z tym niezwykle ciężkim uzbrojeniem i zwrócił je królowi z takimi słowami: „Nie potrafię się w tym poruszać, gdyż nie nabrałem wprawy” – wziął swoją torbę pasterską i pokonał olbrzyma Goliata pięcioma gładkimi kamieniami (por. 1Sam 17). Można zapytać, co ta scena ma wspólnego z lekturą Pisma Świętego? W zasadzie niewiele, ale wracam do niej często myślą, gdy w mojej pracy nad Biblią w Chinach próbuję zastosować to wszystko, czego na temat egzegezy Pisma Świętego nauczyłam się w Europie.
I jeszcze jedno zdarzenie: w rozmowie na temat różnych religii powiedział mi kiedyś chiński filozof taoistyczny, który bardzo dobrze zna chrześcijaństwo i Biblię: „Wy chrześcijanie macie naprawdę dobrze przemyślaną i spójną naukę. Cenię ją bardzo, ale nie mogę powiedzieć, czy byłbym gotowy ją zaakceptować”. Gdy prosiłam go o wyjaśnienie, odpowiedział mi tak: „Za dobrze znacie Pana Boga, znacie Jego naturę, Jego stworzenia, Jego wolę, Jego zbawczy plan, Jego Słowo. A poza tym macie zbyt wiele struktur i zbawczych środków: Kościół, sakramenty, urząd nauczycielski, hierarchię. Obawiam się, że gdy jest zbyt wiele jasności, pozbawia się nas fascynacji tajemnicą, że gdy jest zbyt wiele zabezpieczeń, to utrudnia się nam poszukiwania, że gdy jest za dużo odpowiedzi, blokuje to pojawianie się nowych pytań!” Coś powinno nas zastanowić. Być może Ewangelia potrzebuje nowych dróg, by mogła dotrzeć do serc Chińczyków, może prostszych, skromniejszych niż te, którymi dotąd kroczyliśmy?
Jakie są zatem te nowe drogi, którymi można by pójść przy czytaniu i zrozumieniu Biblii? Zanim jednak spróbujemy powiedzieć coś na ten temat, trzeba sobie uświadomić, że Biblia ma w Chinach dopiero niedługi żywot. Naród chiński zetknął się z Biblią dopiero w czterotysięcznym roku swojej historii. Do tego jeszcze trzeba dodać, że ewangelizując Chiny posługiwano się przede wszystkim katechizmem, a nie Biblią. Dopiero niedawno przetłumaczono całą Biblię na język chiński, a Kościół katolicki wydał całe jej tłumaczenie dopiero w roku 1969. Trzeba sobie również uświadomić fakt, że po 500 latach ewangelizacji Chin tylko 1% Chińczyków przyznaje się do chrześcijaństwa. Oczywiście głównym powodem tego słabego rozwoju jest sytuacja polityczna tego kraju, ale nie mniej istotną rolę odegrały tu również nieudane próby inkulturacji Ewangelii ze strony Kościoła. Znaczy to, że nie ma tu jeszcze gotowych, wypracowanych metod czytania Pisma Świętego, ale mimo tego można się pokusić o wskazanie pewnych rodzimych tendencji i założeń, które wydają się ważne. Wskażę tylko na trzy:
Dzięki tej tendencji odrywania się od napisanego słowa, oko ćwiczy się w szukaniu tego, co niekoniecznie zostało napisane. Podobna tendencja jest zauważalna w chińskich obrazach. Jedwab czy papier nigdy nie jest tam zamalowany w całości. Zauważamy zawsze pewne części nie pokryte farbą. Ta przestrzeń bynajmniej nie jest pustką, ale wyrazem pewnej otwartości na nieskończoność. To wolna przestrzeń różnych możliwości. Ta część obrazu tworzy harmonijną całość z tym, co zostało namalowane.
Chińczycy bardzo cenią wolną przestrzeń i milczenie. Nie lubią, gdy pisze się długie komentarze do pism religijnych czy do ich klasycznej literatury, bo skuteczność słowa wcale nie polega na jego jednoznaczności ani na tym, że trzeba się posługiwać potokiem słów. Czytanie Biblii nie może się zakończyć na technicznym odczytaniu tekstu, ale jest zawsze intuicyjnym doświadczeniem.
Przez Biblię Bóg mówi do serca człowieka i działa w jego sercu. Ale istnieje jeszcze druga strona, która również jest przecudowna: za pomocą Biblii ludzie mogą dotrzeć do serca Boga. Przekonani o tym byli już Ojcowie Kościoła. Grzegorz Wielki twierdzi: „Czytać Pismo Święte znaczy poznawać Boga za pomocą Jego słów”. A św. Tomasz z Akwinu porównuje czytelnika nawet ze św. Janem, który swoją głowę oparł na piersi Chrystusa i mówi: „Pismo, które nam objawia Boże serce, zrozumie każdy, kto ma otwarte serce dla Boga”. Biblia przerzuca pomosty z serca do serca, z serca Boga do serca człowieka i odwrotnie.
Zagłębiając się w serce Boga, osiągamy to, co św. Paweł nazywa „być ożywionymi tym samym dążeniem co Chrystus” (Flp 2,5). Innymi słowy: dochodzimy do współbrzmienia z sercem Jezusa, a przez nie z Ojcem. To pojęcie współbrzmienia serc jest bardzo bliskie Chińczykom – jest najwyższym i najczystszym poznaniem w filozofii taoistycznej, to „być jednym” we „Wszechmocnym”.
W kulturze chińskiej, tak jak w wielu kulturach Azji i Afryki, istnieje mocne powiązanie z tradycją i przodkami. Wiele uwagi poświęca się klasycznej lekturze antycznej. Mędrca i uczonego nazywa się często „Przyjacielem przodków”. Sam Konfucjusz przedstawia się w takich słowach: „Nie jestem człowiekiem obdarowanym od urodzenia mądrością: jestem człowiekiem, który kocha swoich przodków i starannie szuka u nich mądrości”. Podobne zdanie znajduje się w Księdze Syracha: „Badać on będzie mądrość wszystkich starożytnych, a czas wolny poświęci proroctwom. Zachowa opowiadania ludzi znakomitych i wnikać będzie w tajniki przypowieści” (Syr 39,1).
Miłość do antycznej literatury i tradycji w Chinach stosuje się również do Biblii. Biblia włącza czytającego ją w łańcuch ludzi wierzących, począwszy od patriarchów w Starym Testamencie aż do współczesnych chrześcijan.
Czytanie Pisma św. to jakby oglądanie albumu rodzinnego: spotykamy tam twarze naszych przodków, którzy stali się narzędziami w rękach Boga. Jak mówi w Liście do Hebrajczyków św. Paweł „mamy wokoło siebie mnóstwo świadków” (Hbr 12,1). Dzieje naszej wiary otrzymują w Biblii wymiar historii zbawienia, nasze dialogi stają się dialogiem z Bogiem i z całą ludzkością, w wielu twarzach odbija się oblicze wcielonego Syna Bożego.
To powiązanie dziejów i różnych twarzy odnajdujemy nie tylko w tekstach Biblii, ale również w żywej tradycji i dokonaniach. Chrześcijanin czytający Biblię w XXI w. czyta ją z całym bogactwem, które się w niej nagromadziło w ciągu wieków. Trzeba być świadomym tego, że zanim otrzymaliśmy ją do rąk, całe pokolenia naszych przodków przemyślało te teksty, wierzyło w nie, pokochało je, uczyniło przedmiotem swoich modlitw i ukierunkowało według nich swoje życie.
I jeszcze jedna myśl: lektura Pisma św. sprawia, że Słowo Boże w nim zawarte zostaje z niego jakby wyzwolone. Wierzący czytelnik otrzymuje to Słowo Życia i jednocześnie daje tekstowi jakby nowe życie. To jakby ożywiające nas krążenie – jakże ważne, gdy dokonuje się we wspólnocie, zwłaszcza w liturgii, kiedy przeżywamy to, co przekazuje nam św. Łukasz: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21).
Św. Grzegorz mówi: Scriptura cum legente crescit – Pismo rośnie razem z czytającym. Słowo Boże daje życie, ale karmi się również życiem tych, którzy je czytają oraz kultur, w jakich żyją. Również kultura Chin – zdawałoby się jeszcze daleka od chrześcijaństwa – powinna się przyczynić do „wzrostu” Biblii.
Chciałabym rozpocząć od przypomnienia znanej biblijnej sceny: Gdy młody Dawid miał stanąć naprzeciw Filistyna Goliata, Saul dał mu do dyspozycji swój pancerz i najlepszą broń, jaką posiadał. Dawid jednak nie bardzo wiedział, jak się obchodzić z tym niezwykle ciężkim uzbrojeniem i zwrócił je królowi z takimi słowami: „Nie potrafię się w tym poruszać, gdyż nie nabrałem wprawy” – wziął swoją torbę pasterską i pokonał olbrzyma Goliata pięcioma gładkimi kamieniami (por. 1Sam 17). Można zapytać, co ta scena ma wspólnego z lekturą Pisma Świętego? W zasadzie niewiele, ale wracam do niej często myślą, gdy w mojej pracy nad Biblią w Chinach próbuję zastosować to wszystko, czego na temat egzegezy Pisma Świętego nauczyłam się w Europie.
I jeszcze jedno zdarzenie: w rozmowie na temat różnych religii powiedział mi kiedyś chiński filozof taoistyczny, który bardzo dobrze zna chrześcijaństwo i Biblię: „Wy chrześcijanie macie naprawdę dobrze przemyślaną i spójną naukę. Cenię ją bardzo, ale nie mogę powiedzieć, czy byłbym gotowy ją zaakceptować”. Gdy prosiłam go o wyjaśnienie, odpowiedział mi tak: „Za dobrze znacie Pana Boga, znacie Jego naturę, Jego stworzenia, Jego wolę, Jego zbawczy plan, Jego Słowo. A poza tym macie zbyt wiele struktur i zbawczych środków: Kościół, sakramenty, urząd nauczycielski, hierarchię. Obawiam się, że gdy jest zbyt wiele jasności, pozbawia się nas fascynacji tajemnicą, że gdy jest zbyt wiele zabezpieczeń, to utrudnia się nam poszukiwania, że gdy jest za dużo odpowiedzi, blokuje to pojawianie się nowych pytań!” Coś powinno nas zastanowić. Być może Ewangelia potrzebuje nowych dróg, by mogła dotrzeć do serc Chińczyków, może prostszych, skromniejszych niż te, którymi dotąd kroczyliśmy?
Jakie są zatem te nowe drogi, którymi można by pójść przy czytaniu i zrozumieniu Biblii? Zanim jednak spróbujemy powiedzieć coś na ten temat, trzeba sobie uświadomić, że Biblia ma w Chinach dopiero niedługi żywot. Naród chiński zetknął się z Biblią dopiero w czterotysięcznym roku swojej historii. Do tego jeszcze trzeba dodać, że ewangelizując Chiny posługiwano się przede wszystkim katechizmem, a nie Biblią. Dopiero niedawno przetłumaczono całą Biblię na język chiński, a Kościół katolicki wydał całe jej tłumaczenie dopiero w roku 1969. Trzeba sobie również uświadomić fakt, że po 500 latach ewangelizacji Chin tylko 1% Chińczyków przyznaje się do chrześcijaństwa. Oczywiście głównym powodem tego słabego rozwoju jest sytuacja polityczna tego kraju, ale nie mniej istotną rolę odegrały tu również nieudane próby inkulturacji Ewangelii ze strony Kościoła. Znaczy to, że nie ma tu jeszcze gotowych, wypracowanych metod czytania Pisma Świętego, ale mimo tego można się pokusić o wskazanie pewnych rodzimych tendencji i założeń, które wydają się ważne. Wskażę tylko na trzy:
Trzeba czytać z intuicją
Chiński czytelnik kieruje się wciąż intuicją Tego, który jest Nieskończonym. Pomaga mu w tym już samo jego pismo obrazkowe, w którym słowa nie powstają z liter, ale ze zobrazowanych symboli. W systemie alfabetycznym formujemy myśli na podstawie następujących po sobie liter. Kształtujemy te myśli w sposób linearny i logiczny. Przy czytaniu pisma chińskiego czytelnik ogarnia w znakach od razu całość i wychodzi poza nią. W procesie czytania powstaje dynamiczny i symboliczny związek pomiędzy czytającym a tekstem, który pozostawia wiele miejsca dla twórczej myśli.Dzięki tej tendencji odrywania się od napisanego słowa, oko ćwiczy się w szukaniu tego, co niekoniecznie zostało napisane. Podobna tendencja jest zauważalna w chińskich obrazach. Jedwab czy papier nigdy nie jest tam zamalowany w całości. Zauważamy zawsze pewne części nie pokryte farbą. Ta przestrzeń bynajmniej nie jest pustką, ale wyrazem pewnej otwartości na nieskończoność. To wolna przestrzeń różnych możliwości. Ta część obrazu tworzy harmonijną całość z tym, co zostało namalowane.
Chińczycy bardzo cenią wolną przestrzeń i milczenie. Nie lubią, gdy pisze się długie komentarze do pism religijnych czy do ich klasycznej literatury, bo skuteczność słowa wcale nie polega na jego jednoznaczności ani na tym, że trzeba się posługiwać potokiem słów. Czytanie Biblii nie może się zakończyć na technicznym odczytaniu tekstu, ale jest zawsze intuicyjnym doświadczeniem.
Z serca do serca
Serce jest glebą, na której Słowo Boże rośnie, przynosi owoce i przemienia życie. W przeróżnych metodach medytacji Wschodu, które teraz stają się również popularne na Zachodzie, próbuje się pomóc człowiekowi otworzyć się, tak pod względem fizycznym jak i duchowym, aby Słowo Boże zapadło możliwie głęboko do serca człowieka i powoli opanowało go zupełnie. Przy czytaniu i medytacji w tym wypadku nie tyle idzie o to, aby można było dobrze zrozumieć Pismo Święte, ale o to, aby nam się objawiło i oświeciło nasze serce. Gdy to objawienie się Słowa przerasta czytającego, wtedy skłania on głowę przed Nim i zatrzymuje je w sercu jak zasiane ziarno, które zakiełkuje później.Przez Biblię Bóg mówi do serca człowieka i działa w jego sercu. Ale istnieje jeszcze druga strona, która również jest przecudowna: za pomocą Biblii ludzie mogą dotrzeć do serca Boga. Przekonani o tym byli już Ojcowie Kościoła. Grzegorz Wielki twierdzi: „Czytać Pismo Święte znaczy poznawać Boga za pomocą Jego słów”. A św. Tomasz z Akwinu porównuje czytelnika nawet ze św. Janem, który swoją głowę oparł na piersi Chrystusa i mówi: „Pismo, które nam objawia Boże serce, zrozumie każdy, kto ma otwarte serce dla Boga”. Biblia przerzuca pomosty z serca do serca, z serca Boga do serca człowieka i odwrotnie.
Zagłębiając się w serce Boga, osiągamy to, co św. Paweł nazywa „być ożywionymi tym samym dążeniem co Chrystus” (Flp 2,5). Innymi słowy: dochodzimy do współbrzmienia z sercem Jezusa, a przez nie z Ojcem. To pojęcie współbrzmienia serc jest bardzo bliskie Chińczykom – jest najwyższym i najczystszym poznaniem w filozofii taoistycznej, to „być jednym” we „Wszechmocnym”.
Dialog z historią
Czytać tekst znaczy być w dialogu z autorem tego tekstu oraz z całym kontekstem jego życia i czasu, w jakim żył. Każda lektura umożliwia nam zawsze pewne przekraczanie granic przestrzeni i czasu. Poprzez lekturę czytający może zanurzyć się w przeszłości i czerpać z niej siłę, ubogacając się doświadczeniem innych. Lektura tworzy wspólnotę ideałów i wiary.W kulturze chińskiej, tak jak w wielu kulturach Azji i Afryki, istnieje mocne powiązanie z tradycją i przodkami. Wiele uwagi poświęca się klasycznej lekturze antycznej. Mędrca i uczonego nazywa się często „Przyjacielem przodków”. Sam Konfucjusz przedstawia się w takich słowach: „Nie jestem człowiekiem obdarowanym od urodzenia mądrością: jestem człowiekiem, który kocha swoich przodków i starannie szuka u nich mądrości”. Podobne zdanie znajduje się w Księdze Syracha: „Badać on będzie mądrość wszystkich starożytnych, a czas wolny poświęci proroctwom. Zachowa opowiadania ludzi znakomitych i wnikać będzie w tajniki przypowieści” (Syr 39,1).
Miłość do antycznej literatury i tradycji w Chinach stosuje się również do Biblii. Biblia włącza czytającego ją w łańcuch ludzi wierzących, począwszy od patriarchów w Starym Testamencie aż do współczesnych chrześcijan.
Czytanie Pisma św. to jakby oglądanie albumu rodzinnego: spotykamy tam twarze naszych przodków, którzy stali się narzędziami w rękach Boga. Jak mówi w Liście do Hebrajczyków św. Paweł „mamy wokoło siebie mnóstwo świadków” (Hbr 12,1). Dzieje naszej wiary otrzymują w Biblii wymiar historii zbawienia, nasze dialogi stają się dialogiem z Bogiem i z całą ludzkością, w wielu twarzach odbija się oblicze wcielonego Syna Bożego.
To powiązanie dziejów i różnych twarzy odnajdujemy nie tylko w tekstach Biblii, ale również w żywej tradycji i dokonaniach. Chrześcijanin czytający Biblię w XXI w. czyta ją z całym bogactwem, które się w niej nagromadziło w ciągu wieków. Trzeba być świadomym tego, że zanim otrzymaliśmy ją do rąk, całe pokolenia naszych przodków przemyślało te teksty, wierzyło w nie, pokochało je, uczyniło przedmiotem swoich modlitw i ukierunkowało według nich swoje życie.
I jeszcze jedna myśl: lektura Pisma św. sprawia, że Słowo Boże w nim zawarte zostaje z niego jakby wyzwolone. Wierzący czytelnik otrzymuje to Słowo Życia i jednocześnie daje tekstowi jakby nowe życie. To jakby ożywiające nas krążenie – jakże ważne, gdy dokonuje się we wspólnocie, zwłaszcza w liturgii, kiedy przeżywamy to, co przekazuje nam św. Łukasz: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21).
Św. Grzegorz mówi: Scriptura cum legente crescit – Pismo rośnie razem z czytającym. Słowo Boże daje życie, ale karmi się również życiem tych, którzy je czytają oraz kultur, w jakich żyją. Również kultura Chin – zdawałoby się jeszcze daleka od chrześcijaństwa – powinna się przyczynić do „wzrostu” Biblii.
S. Maria Ko Ha Fong FMA
Tłum. z niemieckiego o. A. Kupka OMI

