Misyjne drogi
Urzekająca wszystkich pogoda ducha
Na nowej misji w stanie Piaui w Brazylii
Od roku pracuję na nowej placówce, która znajduje się w brazylijskim stanie Piaui, w diecezji São Raimundo Nonato. Jest to jeden z najbiedniejszych regionów Brazylii. Nazywa się go „sertão”, to znaczy tereny półpustynne i mało zaludnione. W sertão są trudne warunki: brak tu wody do upraw, nie ma ważnego przemysłu. Ludzie żyją biednie, przeważnie z hodowli kóz, owiec, świń, bydła i drobiu. Gdy pada, uprawia się fasolę i kukurydzę. W dobrym roku pada od grudnia do marca. W pozostałych miesiącach temperatura waha się od 30 do 38°C.
Parafia Najświętszego Serca Maryi, którą misjonarze oblaci prowadzą tu od 2004 r., obejmuje obszar 3689 km² i liczy niespełna 15 tys. mieszkańców, tzn. średnia zaludnienia wynosi 4 osoby na kilometr kwadratowy. Swoim zasięgiem parafia obejmuje trzy miasteczka z otaczającymi je wioskami, mianowicie: Campo Alegre do Fidalgo, gdzie mieszkam, Lagoa do Barro do Piaui i Capitao Gervasio Oliveira. Swoją działalnością duszpasterską obejmujemy 55 wspólnoty. Msze św. przeważnie odprawiamy po domach albo w szkołach. Mamy też kilka kaplic. Ludzie tu mieszkający są znani w Brazylii jako pobożni katolicy, wierni Kościołowi. Tak jak nakazuje tradycja, żyją swoją wiarą, nadzieją i praktykują miłość. Jednocześnie przywykli do tego, że nieczęsto widywali tu kapłana. Zresztą żyją w dużym rozproszeniu.
Naszym największym wyzwaniem w pracy misyjnej jest formacja religijna, katecheza oraz kursy biblijne. Staramy się dotrzeć do najbardziej oddalonych wspólnot. Czasami to trudne zadanie, bo brak dróg. Najdalsza wspólnota, jaką obsługujemy, jest oddalona od naszego centrum o 120 km i jedzie się do niej prawie 3 godziny. Do najbliższego większego miasta (Sao João do Piaui), gdzie robimy większe zakupy i mamy pocztę, jest około 50 km drogi gruntowej. W tych rozlicznych trudnościach jesteśmy bliscy naszym wiernym, którzy swoją urzekającą wszystkich pogodą ducha ułatwiają nam pracę. Są bardzo gościnni i zawsze uśmiechnięci.
Czuję się tu dobrze i jestem zdrowy. Jedyne, co mnie męczy, to wysokie temperatury. W październiku i listopadzie sięgały tu nawet 42°C. Była wielka susza. Od końca lutego nie padało. Zbiorniki na wodę do picia wysychały, bydło padało, pastwiska były wypalone. Woda była na wagę złota. Diecezja organizowała dotacje z produktów żywnościowych (ryż, fasola, kukurydza), żeby choć częściowo pomóc ludziom i bydłu. To budujące momenty w naszej pracy.
W ostatnim tygodniu września przeprowadziliśmy w parafii Misje Święte i znowu podziwialiśmy liczny udział wiernych w naszych nabożeństwach. Pomimo tak wielkich odległości w zakończeniu uczestniczyło ponad 2000 wiernych. To na nasze warunki bardzo dużo. Byliśmy tu we dwójkę, ale o. Paweł wyruszył na nową placówkę, więc jestem sam. To właśnie takie sytuacje utrudniają rozwój duszpasterstwa, a do tego jeszcze trzeba dodać dojazdy, które są dłuższe niż czas spędzony z wiernymi. W najbliższych miesiącach mam otrzymać pomoc. Żyję nadzieją.
Dzisiaj 5 grudnia. Niebo się zachmurzyło i zaczyna grzmieć. To znak, że będzie padało. Cieszymy się na ten Boży prezent jeszcze przed Świętami. Łączę się z Wami wszystkimi. Myślę, że spędzę z moimi parafianami znowu piękne, pełne życzliwości Boże Narodzenie. Będzie trudno wszystkiemu podołać, ale wszystko będzie, jak Bóg chce. Składam serdeczne życzenia i mile pozdrawiam z pamięcią w modlitwie.
Parafia Najświętszego Serca Maryi, którą misjonarze oblaci prowadzą tu od 2004 r., obejmuje obszar 3689 km² i liczy niespełna 15 tys. mieszkańców, tzn. średnia zaludnienia wynosi 4 osoby na kilometr kwadratowy. Swoim zasięgiem parafia obejmuje trzy miasteczka z otaczającymi je wioskami, mianowicie: Campo Alegre do Fidalgo, gdzie mieszkam, Lagoa do Barro do Piaui i Capitao Gervasio Oliveira. Swoją działalnością duszpasterską obejmujemy 55 wspólnoty. Msze św. przeważnie odprawiamy po domach albo w szkołach. Mamy też kilka kaplic. Ludzie tu mieszkający są znani w Brazylii jako pobożni katolicy, wierni Kościołowi. Tak jak nakazuje tradycja, żyją swoją wiarą, nadzieją i praktykują miłość. Jednocześnie przywykli do tego, że nieczęsto widywali tu kapłana. Zresztą żyją w dużym rozproszeniu.
Naszym największym wyzwaniem w pracy misyjnej jest formacja religijna, katecheza oraz kursy biblijne. Staramy się dotrzeć do najbardziej oddalonych wspólnot. Czasami to trudne zadanie, bo brak dróg. Najdalsza wspólnota, jaką obsługujemy, jest oddalona od naszego centrum o 120 km i jedzie się do niej prawie 3 godziny. Do najbliższego większego miasta (Sao João do Piaui), gdzie robimy większe zakupy i mamy pocztę, jest około 50 km drogi gruntowej. W tych rozlicznych trudnościach jesteśmy bliscy naszym wiernym, którzy swoją urzekającą wszystkich pogodą ducha ułatwiają nam pracę. Są bardzo gościnni i zawsze uśmiechnięci.
Czuję się tu dobrze i jestem zdrowy. Jedyne, co mnie męczy, to wysokie temperatury. W październiku i listopadzie sięgały tu nawet 42°C. Była wielka susza. Od końca lutego nie padało. Zbiorniki na wodę do picia wysychały, bydło padało, pastwiska były wypalone. Woda była na wagę złota. Diecezja organizowała dotacje z produktów żywnościowych (ryż, fasola, kukurydza), żeby choć częściowo pomóc ludziom i bydłu. To budujące momenty w naszej pracy.
W ostatnim tygodniu września przeprowadziliśmy w parafii Misje Święte i znowu podziwialiśmy liczny udział wiernych w naszych nabożeństwach. Pomimo tak wielkich odległości w zakończeniu uczestniczyło ponad 2000 wiernych. To na nasze warunki bardzo dużo. Byliśmy tu we dwójkę, ale o. Paweł wyruszył na nową placówkę, więc jestem sam. To właśnie takie sytuacje utrudniają rozwój duszpasterstwa, a do tego jeszcze trzeba dodać dojazdy, które są dłuższe niż czas spędzony z wiernymi. W najbliższych miesiącach mam otrzymać pomoc. Żyję nadzieją.
Dzisiaj 5 grudnia. Niebo się zachmurzyło i zaczyna grzmieć. To znak, że będzie padało. Cieszymy się na ten Boży prezent jeszcze przed Świętami. Łączę się z Wami wszystkimi. Myślę, że spędzę z moimi parafianami znowu piękne, pełne życzliwości Boże Narodzenie. Będzie trudno wszystkiemu podołać, ale wszystko będzie, jak Bóg chce. Składam serdeczne życzenia i mile pozdrawiam z pamięcią w modlitwie.
O. Jan Kot OMI

