Misyjne drogi
Ubogim głoszona jest Ewangelia
„Misyjne Drogi”: Po raz pierwszy gościmy w naszych progach misjonarza z Pakistanu. Na pewno nie jest łatwo być misjonarzem w kraju, którego oficjalna nazwa brzmi „Islamska Republika Pakistanu”?
O. Wiktor Gnanapragasam OMI: Taką nazwę nosi nasz kraj od 1956 r., gdy przyjął nową konstytucję. Jak wiadomo, państwo powstało w 1947 r. z tej części Indii, która w zdecydowanej większości wyznawała islam. Jednak od dawna na tych terenach mieszkali również hinduiści i mniejszość chrześcijańska. Wszystkim zapewniono wolność religijną. Pracujemy właśnie wśród tej mniejszości katolickiej.W Republice Islamskiej religia przenika wszystkie tkanki życia społecznego. Choć nie można jeszcze powiedzieć, że obowiązuje u nas w pełni prawo szariatu, to jednak wszystko zmierza w tym kierunku. Religie mniejszościowe są ograniczane w swej działalności i praktycznie dyskryminowane.
Takim widocznym znakiem tego, o czym Ojciec mówi, był desperacki, samobójczy czyn bp. Johna Josepha z Faisalabadu w 1998 r. Odbiło się to szerokim echem w świecie. Uczynił to, jak słyszeliśmy, na znak protestu przeciw aresztowaniom chrześcijan na mocy ustawy o bluźnierstwach wobec Allacha.
Szkoda tego człowieka. Był nam bardzo potrzebny. Z punktu widzenia wiary chrześcijańskiej nie możemy oczywiście akceptować tego czynu, ale on był ogromnie wyczerpany tym protestem – chciał naprawdę pomóc tym biednym ludziom – i nie zdołał się opamiętać. Cieszył się dużym poparciem nie tylko wśród chrześcijan. Trudno zrozumieć fundamentalistów islamskich. Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że są regiony, gdzie panuje pokojowa współpraca i wszystko dobrze się układa.Ilu jest mniej więcej katolików w całym kraju? Jak jest zorganizowany Kościół w Pakistanie?
Na mniej więcej 140 milionów mieszkańców liczba katolików nie wynosi więcej jak 1%, czyli około 1,4 mln. Chrześcijan razem jest około 2 milionów. Do metropolitalnej archidiecezji w Karaczi należy 5 diecezji. Oblaci pracują duszpastersko w trzech z nich, mianowicie w Faisalabadzie, Multanie i Hyderabadzie. Oprócz tego mamy dom studium teologicznego w Karaczi, a w Lahore filozoficznego. Pamiętając, że powierzchnia kraju wynosi blisko 800 tys. km², można sobie wyobrazić, jak wielkie są te diecezje. Dla przykładu diecezja Hyderabad, na terenie której mamy największą parafię w Quetta, ma powierzchnię 280 tys. km², a sama nowo utworzona w ubiegłym roku parafia Loralai, wyodrębniona z parafii Quetta, obejmuje 73 tys. km². Jest to teren górzysty, graniczący z Afganistanem. Mieszka na nim tylko 278 katolickich rodzin. Drogi są bardzo złe. Posługę duszpasterską pełni tam obecnie o. Yousuf Gil OMI.Kiedy oblaci objęli misję w Pakistanie? Jak do tego doszło?
Jako pierwszy zwrócił się do nas w 1970 r. biskup z Faisalabadu. Już wspomniane tu trudno dostępne tereny wymagały nowych ekip misjonarzy. Podjęła się tej pracy prowincja oblacka ze Sri Lanki. Przybyłem do Pakistanu w drugiej grupie, w 1972 r. – a zatem pracuję tam już dobre 28 lat. Objęliśmy również dwie parafie w diecezji Multan, a potem, jak wspomniałem, w diecezji Hyderabad.Podejmując się tych misji prowincja miała na uwadze przede wszystkim to, że w Pakistanie mamy do czynienia z ludźmi bardzo ubogimi, opuszczonymi. Dla przykładu tylko wspomnę, że na terenie nowo utworzonej parafii Loralai jest wielu ludzi uzależnionych. Bardzo duży jest procent analfabetów. Wskaźnik wykształcenia wśród kobiet jest najniższy w świecie. Nasi parafianie pracują przede wszystkim przy oczyszczaniu miasta ze śmieci. Są radzi, że mają pracę i mają gdzie mieszkać.
Jednocześnie trzeba podziwiać, jak ta garstka katolików ceni sobie swoją wiarę. Żyjąc w środowisku zdominowanym przez muzułmanów, dają wprost zdumiewające świadectwa swego przywiązania do Kościoła. Sami nie mając wiele, potrafili w tej olbrzymiej parafii zbudować od podstaw dwa kościoły.
To bardzo typowe dla grup mniejszościowych. Trzeba Was jednak podziwiać, że mimo tylu trudności trwacie w tym środowisku zdominowanym przez muzułmanów. Na czym przede wszystkim skupiacie swą działalność?
Oczywiście przede wszystkim ewangelizujemy, ale podjęliśmy jednocześnie walkę z analfabetyzmem. Rozbudowaliśmy sieć szkół, założyliśmy ośrodki zdrowia. Staramy się wytworzyć sprzyjający klimat w parafiach. Rozszerzamy go na muzułmanów. Ludzie są nam bardzo wdzięczni. Można tam zrobić dużo dobrego. Największy problem polega na tym, że jest nas wciąż za mało – bo można by zrobić więcej.Ilu Was jest obecnie?
Jest nas 15 kapłanów, z tego trzech rodzimych Pakistańczyków. Reszta pochodzi ze Sri Lanki. Nasza macierzysta prowincja przyjęła nowe misje i ma trudności ze wspomaganiem nas. Przy tak niewielkiej liczbie katolików o nowe powołania rodzime jest tu niełatwo. Mamy jednak 3 kleryków na teologii, 8 na filozofii oraz 4 nowicjuszy. Mamy również niewielki prenowicjat i juniorat. Pracujemy dużo z młodzieżą i nadzieja na powiększenie szeregów jest, ale wymaga to czasu. Dlatego przybyłem do Polski, aby zachęcić Was do pracy misyjnej w Pakistanie. Polscy oblaci pozostawili na Sri Lance piękne świadectwo pracy misyjnej. Tak wielu misjonarzy jeszcze ich wspomina – a ja też! Zależy nam również na tym, aby nasz zespół w Pakistanie miał charakter bardziej międzynarodowy.Czy jest to w ogóle możliwe, aby przy dominacji, a wręcz panowaniu islamu, mógł przybyć nowy misjonarz? Na pewno również niemałe trudności byłyby z językiem...
Mamy określony przez rząd limit misjonarzy. Gdy się nie przekracza tej liczby, jest to możliwe. A nam przecież ciągle ktoś niedomaga zdrowotnie i nie ma go kim zastąpić.W sprawie języka, warto wiedzieć, że angielski jest drugim uznanym przez państwo i używanym. Podstawowy na naszym terenie jest język urudu. Jest nietrudny w konwersacji, przy czytaniu i w pisowni nie najprostszy, ale można go się nauczyć.
Na koniec tradycyjne pytanie: Ojciec był przeszło tydzień w Polsce. Jakie wywozi wrażenia? Czy jest nadzieja, że ktoś się do Was przyłączy?
Nigdy nie sądziłem o tym, że Wasz kraj ma tak bogatą historię, że Kościół odegrał w niej tak wielką rolę. To zadziwiające! Z podziwem patrzałem również na zaangażowanie misyjne Waszej prowincji – i to zarówno u wielu młodych, jak też starszego pokolenia. Dobrze rozumiem, że Waszym priorytetem stał się Wschód Europy, ale spotkałem kilku, którzy również byliby gotowi przyjść do nas.A zatem Szczęść im Boże! Jesteśmy przecież powołani, by nieść Dobrą Nowinę ubogim. Dziękuję za rozmowę.

