MD
Misyjne drogi
zmiana stylu:
100% lub 800 pikseli

Misyjne drogi

Ubogim głoszona jest Ewangelia

Rozmowa z o. Wiktorem Gnanapragasanem OMI, przełożonym oblackiej delegatury misyjnej w Pakistanie
Choć ta rozmowa o prawie dwa miesiące wyprzedziła napiętą sytuację, jaka panuje obecnie na granicy pakistańsko-afgańskiej, to jednak pomaga nam ją lepiej zrozumieć i ukazuje trudną, a zarazem heroiczną działalność naszych misjonarzy w tym kraju. (MD)

„Misyjne Drogi”: Po raz pierwszy gościmy w naszych progach misjonarza z Pakistanu. Na pewno nie jest łatwo być misjonarzem w kraju, którego oficjalna nazwa brzmi „Islamska Republika Pakistanu”?

O. Wiktor Gnanapragasam OMI: Taką nazwę nosi nasz kraj od 1956 r., gdy przyjął nową konstytucję. Jak wiadomo, państwo powstało w 1947 r. z tej części Indii, która w zdecydowanej większości wyznawała islam. Jednak od dawna na tych terenach mieszkali również hinduiści i mniejszość chrześcijańska. Wszystkim zapewniono wolność religijną. Pracujemy właśnie wśród tej mniejszości katolickiej.

W Republice Islamskiej religia przenika wszystkie tkanki życia społecznego. Choć nie można jeszcze powiedzieć, że obowiązuje u nas w pełni prawo szariatu, to jednak wszystko zmierza w tym kierunku. Religie mniejszościowe są ograniczane w swej działalności i praktycznie dyskryminowane.

Takim widocznym znakiem tego, o czym Ojciec mówi, był desperacki, samobójczy czyn bp. Johna Josepha z Faisalabadu w 1998 r. Odbiło się to szerokim echem w świecie. Uczynił to, jak słyszeliśmy, na znak protestu przeciw aresztowaniom chrześcijan na mocy ustawy o bluźnierstwach wobec Allacha.

Szkoda tego człowieka. Był nam bardzo potrzebny. Z punktu widzenia wiary chrześcijańskiej nie możemy oczywiście akceptować tego czynu, ale on był ogromnie wyczerpany tym protestem – chciał naprawdę pomóc tym biednym ludziom – i nie zdołał się opamiętać. Cieszył się dużym poparciem nie tylko wśród chrześcijan. Trudno zrozumieć fundamentalistów islamskich. Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że są regiony, gdzie panuje pokojowa współpraca i wszystko dobrze się układa.

Ilu jest mniej więcej katolików w całym kraju? Jak jest zorganizowany Kościół w Pakistanie?

Na mniej więcej 140 milionów mieszkańców liczba katolików nie wynosi więcej jak 1%, czyli około 1,4 mln. Chrześcijan razem jest około 2 milionów. Do metropolitalnej archidiecezji w Karaczi należy 5 diecezji. Oblaci pracują duszpastersko w trzech z nich, mianowicie w Faisalabadzie, Multanie i Hyderabadzie. Oprócz tego mamy dom studium teologicznego w Karaczi, a w Lahore filozoficznego. Pamiętając, że powierzchnia kraju wynosi blisko 800 tys. km², można sobie wyobrazić, jak wielkie są te diecezje. Dla przykładu diecezja Hyderabad, na terenie której mamy największą parafię w Quetta, ma powierzchnię 280 tys. km², a sama nowo utworzona w ubiegłym roku parafia Loralai, wyodrębniona z parafii Quetta, obejmuje 73 tys. km². Jest to teren górzysty, graniczący z Afganistanem. Mieszka na nim tylko 278 katolickich rodzin. Drogi są bardzo złe. Posługę duszpasterską pełni tam obecnie o. Yousuf Gil OMI.

Kiedy oblaci objęli misję w Pakistanie? Jak do tego doszło?

Jako pierwszy zwrócił się do nas w 1970 r. biskup z Faisalabadu. Już wspomniane tu trudno dostępne tereny wymagały nowych ekip misjonarzy. Podjęła się tej pracy prowincja oblacka ze Sri Lanki. Przybyłem do Pakistanu w drugiej grupie, w 1972 r. – a zatem pracuję tam już dobre 28 lat. Objęliśmy również dwie parafie w diecezji Multan, a potem, jak wspomniałem, w diecezji Hyderabad.

Podejmując się tych misji prowincja miała na uwadze przede wszystkim to, że w Pakistanie mamy do czynienia z ludźmi bardzo ubogimi, opuszczonymi. Dla przykładu tylko wspomnę, że na terenie nowo utworzonej parafii Loralai jest wielu ludzi uzależnionych. Bardzo duży jest procent analfabetów. Wskaźnik wykształcenia wśród kobiet jest najniższy w świecie. Nasi parafianie pracują przede wszystkim przy oczyszczaniu miasta ze śmieci. Są radzi, że mają pracę i mają gdzie mieszkać.

Jednocześnie trzeba podziwiać, jak ta garstka katolików ceni sobie swoją wiarę. Żyjąc w środowisku zdominowanym przez muzułmanów, dają wprost zdumiewające świadectwa swego przywiązania do Kościoła. Sami nie mając wiele, potrafili w tej olbrzymiej parafii zbudować od podstaw dwa kościoły.

To bardzo typowe dla grup mniejszościowych. Trzeba Was jednak podziwiać, że mimo tylu trudności trwacie w tym środowisku zdominowanym przez muzułmanów. Na czym przede wszystkim skupiacie swą działalność?

Oczywiście przede wszystkim ewangelizujemy, ale podjęliśmy jednocześnie walkę z analfabetyzmem. Rozbudowaliśmy sieć szkół, założyliśmy ośrodki zdrowia. Staramy się wytworzyć sprzyjający klimat w parafiach. Rozszerzamy go na muzułmanów. Ludzie są nam bardzo wdzięczni. Można tam zrobić dużo dobrego. Największy problem polega na tym, że jest nas wciąż za mało – bo można by zrobić więcej.

Ilu Was jest obecnie?

Jest nas 15 kapłanów, z tego trzech rodzimych Pakistańczyków. Reszta pochodzi ze Sri Lanki. Nasza macierzysta prowincja przyjęła nowe misje i ma trudności ze wspomaganiem nas. Przy tak niewielkiej liczbie katolików o nowe powołania rodzime jest tu niełatwo. Mamy jednak 3 kleryków na teologii, 8 na filozofii oraz 4 nowicjuszy. Mamy również niewielki prenowicjat i juniorat. Pracujemy dużo z młodzieżą i nadzieja na powiększenie szeregów jest, ale wymaga to czasu. Dlatego przybyłem do Polski, aby zachęcić Was do pracy misyjnej w Pakistanie. Polscy oblaci pozostawili na Sri Lance piękne świadectwo pracy misyjnej. Tak wielu misjonarzy jeszcze ich wspomina – a ja też! Zależy nam również na tym, aby nasz zespół w Pakistanie miał charakter bardziej międzynarodowy.

Czy jest to w ogóle możliwe, aby przy dominacji, a wręcz panowaniu islamu, mógł przybyć nowy misjonarz? Na pewno również niemałe trudności byłyby z językiem...

Mamy określony przez rząd limit misjonarzy. Gdy się nie przekracza tej liczby, jest to możliwe. A nam przecież ciągle ktoś niedomaga zdrowotnie i nie ma go kim zastąpić.

W sprawie języka, warto wiedzieć, że angielski jest drugim uznanym przez państwo i używanym. Podstawowy na naszym terenie jest język urudu. Jest nietrudny w konwersacji, przy czytaniu i w pisowni nie najprostszy, ale można go się nauczyć.

Na koniec tradycyjne pytanie: Ojciec był przeszło tydzień w Polsce. Jakie wywozi wrażenia? Czy jest nadzieja, że ktoś się do Was przyłączy?

Nigdy nie sądziłem o tym, że Wasz kraj ma tak bogatą historię, że Kościół odegrał w niej tak wielką rolę. To zadziwiające! Z podziwem patrzałem również na zaangażowanie misyjne Waszej prowincji – i to zarówno u wielu młodych, jak też starszego pokolenia. Dobrze rozumiem, że Waszym priorytetem stał się Wschód Europy, ale spotkałem kilku, którzy również byliby gotowi przyjść do nas.

A zatem Szczęść im Boże! Jesteśmy przecież powołani, by nieść Dobrą Nowinę ubogim. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: o. Alfons Kupka OMI

Wiadomość z ostatniej chwili:

Jak podało Biuro Prasowe Watykanu, w dniu 7 grudnia 2001 r. Jan Paweł II utworzył w Quetta nad granicą z Afganistanem nową prefekturę apostolską. Jej pierwszym prefektem został właśnie o. Wiktor Gnanapragasam OMI. Życzymy mu: Szczęść Boże! (MD)

 
Copyright 2005-2009 ©
Misyjne Drogi