Misyjne drogi
Wiara odżywa w Chinach
Pod hasłem „Religia i nadzieja” obradowała w norweskim mieście Stavanger (18-21 czerwca 1998 r.) konferencja ekumeniczna poświęcona Chinom. Miejscem obrad była Wyższa Szkoła Misyjna i Teologiczna Kościoła ewangelickiego, otoczona o tej porze roku zielenią drzew i kwitnących krzewów. Nadzieja kojarzy się z kolorem zielonym. Samo otoczenie zapraszało do głębokiej refleksji nad tematyką konferencji. Długie dni i białe noce pozwalały doświadczyć obfitości światła, które raduje oczy, daje ciepło, umożliwia życie i rozjaśnia ciemności. Był to dla mnie symbol niezwykły. Tak jest z nadzieją, którą niesie ze sobą religia i którą ożywia wiara w istnienie dobrego Boga. Z dalekiej Północy spoglądaliśmy na dzieje i obecną sytuację tej wiary w Chinach, olbrzymim kraju przechodzącym przez okres szybkich i zaskakujących przemian.
Chiny należą do czterech wielkich cywilizacji starożytnych. Tylko cywilizacja chińska zachowała swą żywotność do dzisiaj. Początkowo chrześcijaństwo dotarło do Chin już w VII w. z Syrii. Utrzymało się tam wówczas zaledwie przez dwa stulecia, zabrakło mu bowiem zakorzenienia w kulturze chińskiej, której podstawy dał Konfucjusz 500 lat przed narodzeniem Chrystusa. Kultura ta została wzbogacona później powstaniem taoizmu, gdy Lao Tzu spisał swoją „drogę” (Tao Te Ching). W I w. po Chrystusie przeniknął do Chin buddyzm, gdy cesarz Ming Di z dynastii Han wysłał swoich przedstawicieli do Indii w poszukiwaniu pism buddyjskich. Konfucjanizm, taoizm i buddyzm kształtowały dotąd tradycyjną kulturę chińską. Właśnie dlatego, że Chiny mają bogatą tradycję kulturową i religijną, chrześcijaństwo napotykało tam silny opór. Chińczycy uważali je za „obcą religię” z Zachodu. Konflikt obydwu kultur nie pozwalał na wzajemne oddziaływanie Wschodu i Zachodu. Katolickie misje w XII, XVI i XVII w. nie zdołały przełamać muru obcości, pomimo pewnych wysiłków akomodacji. W 1717 r. cesarz Kang Ksi zakazał misjonarzom zachodnim wszelkiej działalności w Chinach.
W XIX w. Chiny zostały militarnie pokonane przez Zachód przy pomocy dział, okrętów i opium. W tym czasie Kościoły wznowiły swoją misję na terenie Chin, pogrążających się stopniowo w zamęcie i wojnach (upadek dynastii Quing, republika, wojna chińsko-japońska, wojna domowa, przejęcie władzy przez komunistów). Nic dziwnego, że w latach 1920 wrogość wobec chrześcijaństwa nasiliła się. Jej wyrazem było hasło, lansowane wówczas przez władze chińskie: „Jednego chrześcijanina więcej, to jednego Chińczyka mniej”.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat sytuacja uległa jednak daleko idącym przemianom. Zaczął się powolny proces odradzania się religii, przechodzenia od mentalności zamkniętej do coraz bardziej otwartej. Nastawienie antyideologiczne sprzyjało zainteresowaniu się na nowo samym zjawiskiem religii. Liczba chrześcijan wzrosła z sześciu do ponad dwudziestu milionów. Chrześcijaństwem zaczęli interesować się niezależni intelektualiści chińscy, popierający badania nad zagadnieniami religijnymi i sami w nie zaangażowani.
Zjawisko to nazwano „chrześcijaństwem kulturowym” (cultural Christianity). Jest ono tym bardziej znamienne, że dotyczy intelektualistów i naukowców, nie związanych z żadnym Kościołem. Większość z nich nie jest chrześcijanami. Przez swoje pisma, działalność przekładową i wydawniczą przyczyniają się oni do lepszego zrozumienia chrześcijaństwa przede wszystkim w środowiskach akademickich. Czynią to w przekonaniu, że społeczeństwo chińskie potrzebuje głębokiej odnowy duchowej. Jeden z nich, wykładowca filozofii na uniwersytecie w Pekinie, Li Qui-Ling, powiedział niedawno w wywiadzie: „Nie wierzę w Boga, ale uważam, że ważną sprawą jest, aby nieść Boga do Chin”.
Szczególną sympatią owych „kulturowych chrześcijan” cieszą się chrześcijańscy mistycy, którzy potrafili odkrywać Boga nie tylko umysłem, ale również sercem. Intelektualiści są przekonani, że po upadku starej kultury chińskiej musi powstać nowa kultura, która czerpać będzie inspiracje z konfucjanizmu, buddyzmu, taoizmu i chrześcijaństwa. Niektórzy z nich uważają, iż myśl chrześcijańska ma pod tym względem najwięcej do zaofiarowania. Problem polega jednak na tym, że chrześcijaństwo nie zdołało do tej pory wyrazić się przy pomocy języka chińskiego, nie znalazło bowiem odpowiedniej terminologii. Bez tego pozostałoby ponownie jedynie „obcą religią”. Kulturowa tradycja Chin potrzebuje nowej krwi w postaci dialogu z tradycją zachodnią.
Niezwykle ważne są konsekwencje etyczne. Chińscy intelektualiści, zainteresowani filozofią i teologią chrześcijańską stawiają sobie pytanie: „Jeżeli Bóg istnieje, co należy robić?” Konfucjonizm uczy, iż miłość ma swoją gradację: najpierw należy kochać najbliższych, rodzinę, dzieci, a dopiero potem innych. Etyka chrześcijańska akcentuje natomiast powszechny charakter przykazania miłości: najpierw miłość Boga, potem miłość wszystkich ludzi. Oto różnica, która zaskakuje chińskich intelektualistów przede wszystkim ze względu na uniwersalizm przykazania miłości.
Obecny na konferencji w Stavanger prof. He Guanghu (Kwang Hu) z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych mówił o tych sprawach z wielkim osobistym zaangażowaniem. Nie idealizował sytuacji. Wskazywał na istniejące nadużycia w życiu religijnym.. Porównał je do brudu, który gromadzi się w płonącej świecy. Świeca dają światło ludziom pogrążonym w ciemności. Może być wprawdzie zrobiona z nieczystego wosku, ale najważniejszy jest dobry knot: „Kiedy świeca płonie, kto patrzy na knot? Kiedy świeca wypali się, komu jest potrzebna?” Profesor z Pekinu widzi w knocie symbol Bożego Ducha, który płonie niosąc światło ludziom nawet wtedy, gdy oni je ignorują.
Świeżość tego porównania przypomina mi prawosławnych teologów, którzy mówią o kenozie Ducha Świętego, o Jego zniżeniu i ukryciu, jakkolwiek to On właśnie odnawia oblicze ziemi. Wierzę, że odnawia także oblicze ziemi chińskiej, która nie przestała być ziemią Bożą, pomimo ludzkich win i nieprawości.
Chińscy uczestnicy spotkania w Stavanger otwarcie przyznali jednak, że ich Kościoły stoją przed poważnymi zadaniami na przyszłość. Jednym z najważniejszych jest teologiczne wykształcenie tych, którzy przejmą funkcje kierownicze w Kościele. Z powodu braku wolności powstały pod tym względem przed laty ogromne luki. Innym ważnym zadaniem jest wyjście naprzeciw potrzebom i wymaganiom licznych konwertytów oraz sprostanie społecznemu i charytatywnemu zaangażowaniu Kościoła na rzecz cierpiących i potrzebujących.
Wykształcenie teologiczne koncentrowało się do tej pory przede wszystkim na studium Biblii i przygotowaniach kaznodziejów. Miało ono cel wyraźnie praktyczny. Na dłuższą metę to jednak nie wystarcza. Potrzebna jest teologia zakorzeniona w kulturze chińskiej. Będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy Kościoły chrześcijańskie zdołają wcielić przesłanie Ewangelii w kulturę chińską.
Chiński katolicyzm jest podzielony. Obok „kościoła milczenia”, nie uznawanego przez władze, istnieje i działa również Kościół oficjalny, zwany patriotycznym. Droga do pojednania obydwu wydaje się nadal daleka. Katolicki ksiądz Piotr Zhao Jianmin z Pekinu mówił o coraz większej otwartości społeczeństwa chińskiego w stosunku do katolicyzmu. Interesująca była jego charakterystyka wiary Chińczyków starszego i młodego pokolenia. Starsi wierzą nie szukając głębszego rozumienia. Z trudem przyjęli reformę liturgii po Vaticanum II. Ich wiara jest tradycyjna, przeniknięta motywem lęku przed Bogiem i kary pośmiertnej. Młode pokolenie szuka natomiast zrozumienia i wiedzy. Z uznaniem przyjmują nową liturgię w języku chińskim. Również świeccy mogą studiować teologię. Wielu poszukuje nowego stylu duchowości i życia religijnego. Są przypadki rozczarowania. Niektórzy przeszli już swoją drogę od protestantyzmu do katolicyzmu, by w końcu zostać buddystami.
Katolicy chińscy odczuwają potrzebę nowej formacji intelektualnej. Sam Kościół jest coraz bardziej otwarty w stosunku do potrzeb społeczeństwa. To rokuje nadzieję na lepszą przyszłość oraz na pojednanie obydwu zwaśnionych wspólnot katolickich. Młodzi ludzie patrzą z coraz większym krytycyzmem na rolę Kościoła w społeczeństwie. Stawiają coraz więcej pytań, dotyczących treści wiary chrześcijańskiej, również w odniesieniu do życia przyszłego. Chcą, aby chrześcijaństwo przenikało w kulturę chińską, aby było coraz bardziej chrześcijaństwem chińskim, a nie religią importowaną.
Chińską teologię muszą tworzyć Chińczycy. Powołany do istnienia w 1993 r. Instytut Studiów Chińsko-Chrześcijańskich w Hongkongu rozpoczął już długoterminową pracę nad rozwojem chińskiej teologii chrześcijańskiej na poziomie akademickim. Najpierw trzeba było przywrócić chrześcijańskie studia akademickie w całym edukacyjnym systemie uniwersytetów chińskich jako jedną z dyscyplin humanistycznych. W 1996 r. powstał Wydział Studiów Religioznawczych na Uniwersytecie Pekińskim, w skład którego wchodzi także Instytut badań nad Chrześcijaństwem. Za tym przykładem poszły inne uniwersytety chińskie.
Teologia chrześcijańska chce mieć udział w tworzeniu nowoczesnej kultury chińskiej. W ciągu kilku ostatnich lat powstała pokaźna chińska biblioteka myśli chrześcijańskiej. Są to przekłady klasycznych dzieł wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa.
Dzięki tym przekładom intelektualiści chińscy będą mogli zapoznawać się bezpośrednio z myślą chrześcijańską. Ułatwią one proces rozumienia oraz reinterpretacji chrześcijaństwa. Przyczynią się do usunięcia nieporozumień i przesądów odziedziczonych z przeszłości. Tego rodzaju zjawisko zaistniało po raz pierwszy w dziejach misji chrześcijańskiej w Chinach. Jest to, jak mówią dziś chińscy chrześcijanie, prawdziwy kairos, „złota sposobność”, której nie wolno przeoczyć i zmarnować. Sytuacja ta przypomina powolny proces inkulturacji buddyzmu w pierwszych czterech wiekach po Chrystusie, kiedy to pisma buddyjskie przekładane były na język chiński i stawały się żywą tkanką kultury chińskiej.
Nie zabrakło w czasie konferencji w Stavanger refleksji nad sytuacją nadziei w Europie, zwłaszcza w krajach skandynawskich. Kościoły protestanckie tych krajów prowadzą od lat działalność ewangelizacyjną na terenach Chin. Konferencja odbywała się w tym regionie Norwegii, gdzie chrześcijaństwo najwcześniej zapuściło korzenie, bo już w VIII i IX w. Świadczą o tym do dzisiaj stare celtyckie krzyże wykute z kamienia, stojące na wzgórzach i z daleka widoczne.
Jeden z norweskich prelegentów, dr Paul Otto Brunstad, mówił o tęsknocie za przynależnością (Longing for belonging), widoczną dzisiaj na Zachodzie zwłaszcza wśród młodego pokolenia.
Młodzi ludzie tęsknią za domem, wspólnotą, wolnością i za lepszym miejscem. Buntują się przeciwko „mentalności bankierskiej”, przeżywają często poczucie bezdomności i wykorzenienia, chcą być razem. Dostrzec można również pewną otwartość na sprawy religii, na potrzebę świętowania, wrażliwość na ulotność czasu ludzkiego życia.
Tu właśnie jawi się rola religii. Chrześcijaństwo głosi prawdę o zmartwychwstaniu Chrystusa, daje nowe zrozumienie czasu, mówi o Bożej przyszłości, która nadchodzi. W tym kontekście pojmować można rolę Kościoła jako wspólnoty dającej nadzieję, „wspólnoty narracyjnej” głoszącej Dobrą Nowinę o Bogu, który zawsze stwarza możliwość pojednania i rozpoczęcia na nowo. Bóg ten potrafi przechodzić nawet przez zamknięte drzwi. Ludzie tęsknią za nadzieją. Tęsknoty tej nie zabija nawet poczucie pustki i samotności.
W referacie wygłoszonym w Stavanger mówiłem o „wyzwaniu naszej nadziei” w perspektywie historii i eschatologii. Lekcja najnowszej historii jest szczególnie dramatyczna w Europie Wschodniej. Podziały i konflikty wśród chrześcijan w sytuacji odzyskanej wolności mogą być trudne do zrozumienia dla przybyszów z Dalekiego Wschodu. Nadzieja jest, jak mówił w VII w. syryjski mistyk, św. Izaak Syryjczyk, „mądrością serca”. Leczenie podziałów wymaga szczególnej mądrości. Nadzieja daje motywację do podejmowania wciąż na nowo odważnych kroków, celem przezwyciężenia konfliktów i podziałów, narastających także w obrębie tego samego Kościoła. Jesteśmy świadkami narastania lęków przed innością i odrzucenia kogoś innego wraz z jego innością. Nadzieja skłania do rozumienia tożsamości wyznaniowej i religijnej z większą otwartością i mądrością. Wszyscy należymy do Chrystusa. Nadzieja na zbawienie wszystkich staje się eschatologicznym motywem rozumienia innych, przezwyciężania podziałów, obcości i nieufności. Nie jest to jedynie bierna nadzieja na to, iż Bóg zdoła kiedyś pojednać ze sobą całe stworzenie i zgromadzić wszystkich w harmonii nowego świata. Uniwersalizm nadziei staje się imperatywem na dzisiaj. Już teraz domaga się on postawy życzliwości i zrozumienia względem wszystkich, których odnajdziemy po drugiej stronie życia. Tego rodzaju uniwersalizm nadziei wymaga jednak nowej mentalności, nowej pedagogii i duchowości. Nadzieja ośmiela się ufać, że Bóg nie pozostaje bezradny wobec chorej i zbłąkanej wolności swojego stworzenia, że potrafi pociągnąć ją ku sobie i przeobrazić bez zadawania jej gwałtu. Potrzebny jest dzisiaj nie tylko ekumenizm umysłu, ale również ekumenizm serca, współczucia i nadziei. Wszyscy uczymy się dzisiaj trudnej mądrości uniwersalizmu, który niesie ze sobą chrześcijańska nadzieja. Ona także jest szkołą pojednania już teraz, za życia doczesnego. Nurt uniwersalizmu nadziei obecny w tradycji chrześcijańskiej może stać się również inspiracją w dialogu chrześcijan z chińskimi intelektualistami, życzliwie usposobionymi dzisiaj do badań nad chrześcijaństwem.
Chiny należą do czterech wielkich cywilizacji starożytnych. Tylko cywilizacja chińska zachowała swą żywotność do dzisiaj. Początkowo chrześcijaństwo dotarło do Chin już w VII w. z Syrii. Utrzymało się tam wówczas zaledwie przez dwa stulecia, zabrakło mu bowiem zakorzenienia w kulturze chińskiej, której podstawy dał Konfucjusz 500 lat przed narodzeniem Chrystusa. Kultura ta została wzbogacona później powstaniem taoizmu, gdy Lao Tzu spisał swoją „drogę” (Tao Te Ching). W I w. po Chrystusie przeniknął do Chin buddyzm, gdy cesarz Ming Di z dynastii Han wysłał swoich przedstawicieli do Indii w poszukiwaniu pism buddyjskich. Konfucjanizm, taoizm i buddyzm kształtowały dotąd tradycyjną kulturę chińską. Właśnie dlatego, że Chiny mają bogatą tradycję kulturową i religijną, chrześcijaństwo napotykało tam silny opór. Chińczycy uważali je za „obcą religię” z Zachodu. Konflikt obydwu kultur nie pozwalał na wzajemne oddziaływanie Wschodu i Zachodu. Katolickie misje w XII, XVI i XVII w. nie zdołały przełamać muru obcości, pomimo pewnych wysiłków akomodacji. W 1717 r. cesarz Kang Ksi zakazał misjonarzom zachodnim wszelkiej działalności w Chinach.
W XIX w. Chiny zostały militarnie pokonane przez Zachód przy pomocy dział, okrętów i opium. W tym czasie Kościoły wznowiły swoją misję na terenie Chin, pogrążających się stopniowo w zamęcie i wojnach (upadek dynastii Quing, republika, wojna chińsko-japońska, wojna domowa, przejęcie władzy przez komunistów). Nic dziwnego, że w latach 1920 wrogość wobec chrześcijaństwa nasiliła się. Jej wyrazem było hasło, lansowane wówczas przez władze chińskie: „Jednego chrześcijanina więcej, to jednego Chińczyka mniej”.
Odrodzenie religii i chrześcijaństwo kulturowe
Obecne przemiany w Chinach dokonują się w sytuacji głębokiego kryzysu moralnego i duchowego, w którym pogrążone jest całe społeczeństwo po latach komunistycznego totalitaryzmu. W latach 1950., a później w czasie tzw. „rewolucji kulturalnej” (1966-1976) życie religijne zostało stłumione. Wszystkie religie były traktowane jako zabobon oraz jako bezsensowny i śmieszny relikt dziejów ludzkich. Kultura chińska miała mieć odtąd charakter całkowicie świecki. Miejsce religii zajęła ideologia komunistyczna, otaczana czcią iście bałwochwalczą. Prowadziło to do skrajnego sekularyzmu, materializmu praktycznego, cynizmu i pustki duchowej. Większość chińskich intelektualistów uważała wówczas, iż niereligijne społeczeństwo jest wręcz błogosławieństwem dla ludzkości.W ciągu ostatnich dwudziestu lat sytuacja uległa jednak daleko idącym przemianom. Zaczął się powolny proces odradzania się religii, przechodzenia od mentalności zamkniętej do coraz bardziej otwartej. Nastawienie antyideologiczne sprzyjało zainteresowaniu się na nowo samym zjawiskiem religii. Liczba chrześcijan wzrosła z sześciu do ponad dwudziestu milionów. Chrześcijaństwem zaczęli interesować się niezależni intelektualiści chińscy, popierający badania nad zagadnieniami religijnymi i sami w nie zaangażowani.
Zjawisko to nazwano „chrześcijaństwem kulturowym” (cultural Christianity). Jest ono tym bardziej znamienne, że dotyczy intelektualistów i naukowców, nie związanych z żadnym Kościołem. Większość z nich nie jest chrześcijanami. Przez swoje pisma, działalność przekładową i wydawniczą przyczyniają się oni do lepszego zrozumienia chrześcijaństwa przede wszystkim w środowiskach akademickich. Czynią to w przekonaniu, że społeczeństwo chińskie potrzebuje głębokiej odnowy duchowej. Jeden z nich, wykładowca filozofii na uniwersytecie w Pekinie, Li Qui-Ling, powiedział niedawno w wywiadzie: „Nie wierzę w Boga, ale uważam, że ważną sprawą jest, aby nieść Boga do Chin”.
Szczególną sympatią owych „kulturowych chrześcijan” cieszą się chrześcijańscy mistycy, którzy potrafili odkrywać Boga nie tylko umysłem, ale również sercem. Intelektualiści są przekonani, że po upadku starej kultury chińskiej musi powstać nowa kultura, która czerpać będzie inspiracje z konfucjanizmu, buddyzmu, taoizmu i chrześcijaństwa. Niektórzy z nich uważają, iż myśl chrześcijańska ma pod tym względem najwięcej do zaofiarowania. Problem polega jednak na tym, że chrześcijaństwo nie zdołało do tej pory wyrazić się przy pomocy języka chińskiego, nie znalazło bowiem odpowiedniej terminologii. Bez tego pozostałoby ponownie jedynie „obcą religią”. Kulturowa tradycja Chin potrzebuje nowej krwi w postaci dialogu z tradycją zachodnią.
Niezwykle ważne są konsekwencje etyczne. Chińscy intelektualiści, zainteresowani filozofią i teologią chrześcijańską stawiają sobie pytanie: „Jeżeli Bóg istnieje, co należy robić?” Konfucjonizm uczy, iż miłość ma swoją gradację: najpierw należy kochać najbliższych, rodzinę, dzieci, a dopiero potem innych. Etyka chrześcijańska akcentuje natomiast powszechny charakter przykazania miłości: najpierw miłość Boga, potem miłość wszystkich ludzi. Oto różnica, która zaskakuje chińskich intelektualistów przede wszystkim ze względu na uniwersalizm przykazania miłości.
Początek nowej drogi
To właśnie dzięki intelektualistom zmienia się w Chinach stosunek do religii w ogóle. To oni zakładają ośrodki badawcze oraz instytuty na uniwersytetach w różnych miastach, których celem jest systematyczne studium chrześcijaństwa i innych religii. W odniesieniu do chrześcijaństwa postawy badaczy są zróżnicowane: jedni sami dochodzą stopniowo do wiary w Chrystusa, inni okazują jedynie sympatię lub zachowują postawę neutralności. Rola intelektualistów i naukowców w pogłębianiu znajomości chrześcijaństwa i buddyzmu zyskuje coraz bardziej na znaczeniu. Ma to dobroczynny wpływ na społeczeństwo chińskie, pogrążone w stanie moralnego rozkładu. Dobry przykład życia chrześcijan jest zachętą dla innych do zastanowienia się nad sobą. Dzieje się tak jednak bardziej w środowiskach wiejskich niż miejskich. Mówią o tym życzliwe publikacje, pojawiające się coraz częściej nawet w prasie rządowej. Jest to jeden z najbardziej niezwykłych przejawów chrześcijaństwa w dzisiejszych Chinach.Obecny na konferencji w Stavanger prof. He Guanghu (Kwang Hu) z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych mówił o tych sprawach z wielkim osobistym zaangażowaniem. Nie idealizował sytuacji. Wskazywał na istniejące nadużycia w życiu religijnym.. Porównał je do brudu, który gromadzi się w płonącej świecy. Świeca dają światło ludziom pogrążonym w ciemności. Może być wprawdzie zrobiona z nieczystego wosku, ale najważniejszy jest dobry knot: „Kiedy świeca płonie, kto patrzy na knot? Kiedy świeca wypali się, komu jest potrzebna?” Profesor z Pekinu widzi w knocie symbol Bożego Ducha, który płonie niosąc światło ludziom nawet wtedy, gdy oni je ignorują.
Świeżość tego porównania przypomina mi prawosławnych teologów, którzy mówią o kenozie Ducha Świętego, o Jego zniżeniu i ukryciu, jakkolwiek to On właśnie odnawia oblicze ziemi. Wierzę, że odnawia także oblicze ziemi chińskiej, która nie przestała być ziemią Bożą, pomimo ludzkich win i nieprawości.
Sytuacja Kościołów chrześcijańskich w Chinach dzisiaj
Konferencja w Stavanger zgromadziła sporą liczbę Chińczyków, przeważnie protestantów. Misje protestanckie dotarły do Chin w pierwszej połowie XIX w. W tym czasie widziano tam jednak w chrześcijaństwie czynnik zachodniej ekspansji i eksploatacji. Ponad stuletnia działalność misyjna siedemdziesięciu różnych Kościołów i wspólnot protestanckich przyczyniła się do tego, że przed 1949 r. pozyskały one ok. miliona wyznawców. W 1980 r. powstała Chińska Rada Chrześcijańska, której członkowie nie akcentują swojej przynależności wyznaniowej, lecz usiłują realizować jedność w różnorodności, z poszanowaniem odrębności w sprawach wiary i kultu. Swoją troską pasterską Rada obejmuje obecnie ponad dziesięć milionów protestanckich wiernych. Uczęszczają oni do ponad dwunastu tysięcy kościołów, z których prawie połowa została niedawno pobudowana. Mniejszych ośrodków modlitewnych jest ponad dwadzieścia tysięcy. Kościoły protestanckie mają w Chinach siedemnaście seminariów i ośrodków teologicznych. Biblię zaczęto wydawać w Chinach od 1980 r. Wydrukowano już dwadzieścia milionów egzemplarzy. Rząd chiński zajął przychylne stanowisko wobec tego rodzaju publikacji i nie nałożył na nie podatku. Oznacza to, że chrześcijanie mogą kupić Biblię po niskiej cenie.Chińscy uczestnicy spotkania w Stavanger otwarcie przyznali jednak, że ich Kościoły stoją przed poważnymi zadaniami na przyszłość. Jednym z najważniejszych jest teologiczne wykształcenie tych, którzy przejmą funkcje kierownicze w Kościele. Z powodu braku wolności powstały pod tym względem przed laty ogromne luki. Innym ważnym zadaniem jest wyjście naprzeciw potrzebom i wymaganiom licznych konwertytów oraz sprostanie społecznemu i charytatywnemu zaangażowaniu Kościoła na rzecz cierpiących i potrzebujących.
Wykształcenie teologiczne koncentrowało się do tej pory przede wszystkim na studium Biblii i przygotowaniach kaznodziejów. Miało ono cel wyraźnie praktyczny. Na dłuższą metę to jednak nie wystarcza. Potrzebna jest teologia zakorzeniona w kulturze chińskiej. Będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy Kościoły chrześcijańskie zdołają wcielić przesłanie Ewangelii w kulturę chińską.
Chiński katolicyzm jest podzielony. Obok „kościoła milczenia”, nie uznawanego przez władze, istnieje i działa również Kościół oficjalny, zwany patriotycznym. Droga do pojednania obydwu wydaje się nadal daleka. Katolicki ksiądz Piotr Zhao Jianmin z Pekinu mówił o coraz większej otwartości społeczeństwa chińskiego w stosunku do katolicyzmu. Interesująca była jego charakterystyka wiary Chińczyków starszego i młodego pokolenia. Starsi wierzą nie szukając głębszego rozumienia. Z trudem przyjęli reformę liturgii po Vaticanum II. Ich wiara jest tradycyjna, przeniknięta motywem lęku przed Bogiem i kary pośmiertnej. Młode pokolenie szuka natomiast zrozumienia i wiedzy. Z uznaniem przyjmują nową liturgię w języku chińskim. Również świeccy mogą studiować teologię. Wielu poszukuje nowego stylu duchowości i życia religijnego. Są przypadki rozczarowania. Niektórzy przeszli już swoją drogę od protestantyzmu do katolicyzmu, by w końcu zostać buddystami.
Katolicy chińscy odczuwają potrzebę nowej formacji intelektualnej. Sam Kościół jest coraz bardziej otwarty w stosunku do potrzeb społeczeństwa. To rokuje nadzieję na lepszą przyszłość oraz na pojednanie obydwu zwaśnionych wspólnot katolickich. Młodzi ludzie patrzą z coraz większym krytycyzmem na rolę Kościoła w społeczeństwie. Stawiają coraz więcej pytań, dotyczących treści wiary chrześcijańskiej, również w odniesieniu do życia przyszłego. Chcą, aby chrześcijaństwo przenikało w kulturę chińską, aby było coraz bardziej chrześcijaństwem chińskim, a nie religią importowaną.
Czas sprzyjający inkulturacji chrześcijaństwa
W dziejach misji Kościołów w Chinach wymiar intelektualny chrześcijaństwa był najbardziej zapoznany. Dzisiaj sami chrześcijanie chińscy zdają sobie sprawę z tego, iż jest to zadanie trudne i długoterminowe. Tak było w przypadku spotkania buddyzmu z tradycją chińską. Myśl buddyjska przenikała chińską filozofię, sposób myślenia religijnego, literaturę i sztukę. Dlatego Chińczycy nigdy nie traktowali buddyzmu jako religii obcej. Fakt ten daje wiele do myślenia.Chińską teologię muszą tworzyć Chińczycy. Powołany do istnienia w 1993 r. Instytut Studiów Chińsko-Chrześcijańskich w Hongkongu rozpoczął już długoterminową pracę nad rozwojem chińskiej teologii chrześcijańskiej na poziomie akademickim. Najpierw trzeba było przywrócić chrześcijańskie studia akademickie w całym edukacyjnym systemie uniwersytetów chińskich jako jedną z dyscyplin humanistycznych. W 1996 r. powstał Wydział Studiów Religioznawczych na Uniwersytecie Pekińskim, w skład którego wchodzi także Instytut badań nad Chrześcijaństwem. Za tym przykładem poszły inne uniwersytety chińskie.
Teologia chrześcijańska chce mieć udział w tworzeniu nowoczesnej kultury chińskiej. W ciągu kilku ostatnich lat powstała pokaźna chińska biblioteka myśli chrześcijańskiej. Są to przekłady klasycznych dzieł wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa.
Dzięki tym przekładom intelektualiści chińscy będą mogli zapoznawać się bezpośrednio z myślą chrześcijańską. Ułatwią one proces rozumienia oraz reinterpretacji chrześcijaństwa. Przyczynią się do usunięcia nieporozumień i przesądów odziedziczonych z przeszłości. Tego rodzaju zjawisko zaistniało po raz pierwszy w dziejach misji chrześcijańskiej w Chinach. Jest to, jak mówią dziś chińscy chrześcijanie, prawdziwy kairos, „złota sposobność”, której nie wolno przeoczyć i zmarnować. Sytuacja ta przypomina powolny proces inkulturacji buddyzmu w pierwszych czterech wiekach po Chrystusie, kiedy to pisma buddyjskie przekładane były na język chiński i stawały się żywą tkanką kultury chińskiej.
Uczyć się od siebie nawzajem
Jesteśmy dzisiaj świadkami paradoksalnej sytuacji. Chrześcijaństwo na Zachodzie przeżywa swój kryzys, podczas gdy w Chinach staje się coraz bardziej przedmiotem zainteresowania. Fakt ten powinien pobudzić chrześcijan z Zachodu do głębszej refleksji nad sensem religii. Byłoby jeszcze lepiej, gdybyśmy stawali się jedni dla drugich źródłem wzajemnej inspiracji. Trzeba mieć nadzieję, iż zainteresowanie chrześcijaństwem nie będzie w Chinach sprawą przejściową i krótkotrwałą, wynikającą z sytuacji wielokrotnego zniewolenia przez ideologię komunistyczną.Nie zabrakło w czasie konferencji w Stavanger refleksji nad sytuacją nadziei w Europie, zwłaszcza w krajach skandynawskich. Kościoły protestanckie tych krajów prowadzą od lat działalność ewangelizacyjną na terenach Chin. Konferencja odbywała się w tym regionie Norwegii, gdzie chrześcijaństwo najwcześniej zapuściło korzenie, bo już w VIII i IX w. Świadczą o tym do dzisiaj stare celtyckie krzyże wykute z kamienia, stojące na wzgórzach i z daleka widoczne.
Jeden z norweskich prelegentów, dr Paul Otto Brunstad, mówił o tęsknocie za przynależnością (Longing for belonging), widoczną dzisiaj na Zachodzie zwłaszcza wśród młodego pokolenia.
Młodzi ludzie tęsknią za domem, wspólnotą, wolnością i za lepszym miejscem. Buntują się przeciwko „mentalności bankierskiej”, przeżywają często poczucie bezdomności i wykorzenienia, chcą być razem. Dostrzec można również pewną otwartość na sprawy religii, na potrzebę świętowania, wrażliwość na ulotność czasu ludzkiego życia.
Tu właśnie jawi się rola religii. Chrześcijaństwo głosi prawdę o zmartwychwstaniu Chrystusa, daje nowe zrozumienie czasu, mówi o Bożej przyszłości, która nadchodzi. W tym kontekście pojmować można rolę Kościoła jako wspólnoty dającej nadzieję, „wspólnoty narracyjnej” głoszącej Dobrą Nowinę o Bogu, który zawsze stwarza możliwość pojednania i rozpoczęcia na nowo. Bóg ten potrafi przechodzić nawet przez zamknięte drzwi. Ludzie tęsknią za nadzieją. Tęsknoty tej nie zabija nawet poczucie pustki i samotności.
W referacie wygłoszonym w Stavanger mówiłem o „wyzwaniu naszej nadziei” w perspektywie historii i eschatologii. Lekcja najnowszej historii jest szczególnie dramatyczna w Europie Wschodniej. Podziały i konflikty wśród chrześcijan w sytuacji odzyskanej wolności mogą być trudne do zrozumienia dla przybyszów z Dalekiego Wschodu. Nadzieja jest, jak mówił w VII w. syryjski mistyk, św. Izaak Syryjczyk, „mądrością serca”. Leczenie podziałów wymaga szczególnej mądrości. Nadzieja daje motywację do podejmowania wciąż na nowo odważnych kroków, celem przezwyciężenia konfliktów i podziałów, narastających także w obrębie tego samego Kościoła. Jesteśmy świadkami narastania lęków przed innością i odrzucenia kogoś innego wraz z jego innością. Nadzieja skłania do rozumienia tożsamości wyznaniowej i religijnej z większą otwartością i mądrością. Wszyscy należymy do Chrystusa. Nadzieja na zbawienie wszystkich staje się eschatologicznym motywem rozumienia innych, przezwyciężania podziałów, obcości i nieufności. Nie jest to jedynie bierna nadzieja na to, iż Bóg zdoła kiedyś pojednać ze sobą całe stworzenie i zgromadzić wszystkich w harmonii nowego świata. Uniwersalizm nadziei staje się imperatywem na dzisiaj. Już teraz domaga się on postawy życzliwości i zrozumienia względem wszystkich, których odnajdziemy po drugiej stronie życia. Tego rodzaju uniwersalizm nadziei wymaga jednak nowej mentalności, nowej pedagogii i duchowości. Nadzieja ośmiela się ufać, że Bóg nie pozostaje bezradny wobec chorej i zbłąkanej wolności swojego stworzenia, że potrafi pociągnąć ją ku sobie i przeobrazić bez zadawania jej gwałtu. Potrzebny jest dzisiaj nie tylko ekumenizm umysłu, ale również ekumenizm serca, współczucia i nadziei. Wszyscy uczymy się dzisiaj trudnej mądrości uniwersalizmu, który niesie ze sobą chrześcijańska nadzieja. Ona także jest szkołą pojednania już teraz, za życia doczesnego. Nurt uniwersalizmu nadziei obecny w tradycji chrześcijańskiej może stać się również inspiracją w dialogu chrześcijan z chińskimi intelektualistami, życzliwie usposobionymi dzisiaj do badań nad chrześcijaństwem.
O. Wacław Hryniewicz OMI

