Misyjne drogi
Trwają w wierze ojców
Do ważniejszych wydarzeń ostatnich miesięcy z pewnością należy mój kolejny wyjazd do Chin na początku Wielkiego Postu. W grupie 12 osób w tym trzech oblatów, pojechaliśmy do prowincji Gwang-Xi. Podroż w jedna stronę zajęła nam 24 godziny. Celem naszej misji było odwiedzenie katolików, jak również pomoc materialna i finansowa. Po raz pierwszy brałem udział w tego rodzaju misji, która jest prowadzona od wielu lat. Wieźliśmy zatem dary dla istniejących tam wspólnot katolickich. Rano, następnego dnia, dojechaliśmy na miejsce. Zaskoczyła nas niezwykle gościnność i radość ludzi. Motorami zawieziono nas ze stacji do klasztoru, w którym mieszka kilkanaście chińskich sióstr. Klasztor ten był nieco większym, bardzo starym i wymagającym natychmiastowego remontu domem. Tam też mogliśmy się umyć w typowo koszarowych warunkach. Również dwóch młodych chińskich księży przez całą noc czekało na nas. Po Mszy św. mieliśmy śniadanie, które przygotowały nam siostry. Zaraz po śniadaniu ruszyliśmy w drogę, by tego dnia odwiedzić katolickie wioski.
W prowincji tej mieszka olbrzymia liczba katolików. Praktycznie jest to teren rolniczy, a wiec ludzie żyją biednie. Mimo to ludzie ci są wierni wierze przekazywanej przez pokolenia. Niesamowite - praktycznie całe wioski katolickie. Robi to niezwykłe wrażenie, a szczególnie gdy się słyszy wiele o prześladowaniu Kościoła w Chinach. Mimo tak krytycznej sytuacji w Chinach nie brakuje powołań. Dla przykładu, pomimo ograniczeń i kontroli ze strony władz, seminaria są pełne, a siostry mają wiele kandydatek. Z wiosek, które odwiedziliśmy, wyszło wielu księży i sióstr.
Do szczególnych zadań sióstr należy praca katechetyczna. Dzieci maja daleko do szkół, a zwłaszcza te ze szkół podstawowych, gdyż rząd zbytnio nie interesuje się edukacją. Zatem siostry przy pomocy finansowej z Hongkongu budują szkoły oraz w każdej większej wiosce kościoły.
W czasie ostatniego dnia naszego pobytu uczestniczyliśmy w konsekracji kościoła. Na tę uroczystość przybyło ponad 10 księży, siostry, które ze względu na ta uroczystość założyły swoje habity oraz ogromna liczba wiernych. Kiedy przybyliśmy na miejsce, trwały jeszcze ostatnie przygotowania wspólnej uczty. Pomimo biedy ludzie ci postarali się o dużą ilość jedzenia.
W innej miejscowości, gdzie obecnie buduje się nową szkołę, dwie siostry uczą katechezy. Mieszkają w starej szkole w bardzo skromnych warunkach. Mieszkańcy przyszli, by się z nami przywitać, jak również z wielką gościnnością pokazywali nam wykonane z glinianej cegły domy. Zaprowadzono nas na mały plac, gdzie znajdowała się ich kaplica. Było to mieszkanie bez frontowej ściany. Jeden z najstarszych mieszkańców wioski (77lat) powiedział mi, że tutaj się modlą i mają Msze św. Zapytałem jak często przyjeżdża ksiądz, by odprawić Msze św. Odpowiedział, że raz albo dwa razy w roku.
Podczas naszego pobytu i odwiedzania katolików wszędzie byliśmy przyjmowani z wielką radością. W jednej z miejscowości użyto nawet sztucznych ogni, by nas w ten sposób powitać.
Co wieczór modliliśmy się kościołach wraz z mieszkańcami wiosek. Przy pomocy naszych studentów, którzy z nami pojechali, przeprowadzaliśmy czuwania na wzór Taizé. Kościoły były wypełnione. Po raz pierwszy od momentu wyjazdu z Polski widziałem wypełniony wiernymi kościół. Ludzie ci rano i wieczorem schodzą się do kościoła, by się wspólnie modlić, również i wtedy gdy nie ma obecnego księdza. Ich śpiew jest przejmujący.
W największej katolickiej wiosce (nie pamiętam jak licznej, ale wielotysięcznej), po Mszy św. przeprowadziliśmy katechezy dla dorosłych, młodzieży i dzieci. Wraz z O. Irkiem uczestniczyliśmy w katechezie młodzieży w starej przykościelnej salce katechetycznej. Młodzież nie wahała się dawać świadectwa swojej wiary, jak również zadawać pytania, na które staraliśmy się odpowiedzieć.
Mimo trudnych warunków, spędziliśmy wspaniały czas z tymi ludźmi. Widzieliśmy, jak olbrzymi jest tam głód Ewangelii, jak bardzo niewystarczająca liczba kapłanów i wielka wiara mieszkających tam katolików. Kończąc zawierzam modlitwom naszą misję i Kościół w Chinach. Bóg zapłać za wszelkie modlitwy!
W prowincji tej mieszka olbrzymia liczba katolików. Praktycznie jest to teren rolniczy, a wiec ludzie żyją biednie. Mimo to ludzie ci są wierni wierze przekazywanej przez pokolenia. Niesamowite - praktycznie całe wioski katolickie. Robi to niezwykłe wrażenie, a szczególnie gdy się słyszy wiele o prześladowaniu Kościoła w Chinach. Mimo tak krytycznej sytuacji w Chinach nie brakuje powołań. Dla przykładu, pomimo ograniczeń i kontroli ze strony władz, seminaria są pełne, a siostry mają wiele kandydatek. Z wiosek, które odwiedziliśmy, wyszło wielu księży i sióstr.
Do szczególnych zadań sióstr należy praca katechetyczna. Dzieci maja daleko do szkół, a zwłaszcza te ze szkół podstawowych, gdyż rząd zbytnio nie interesuje się edukacją. Zatem siostry przy pomocy finansowej z Hongkongu budują szkoły oraz w każdej większej wiosce kościoły.
W czasie ostatniego dnia naszego pobytu uczestniczyliśmy w konsekracji kościoła. Na tę uroczystość przybyło ponad 10 księży, siostry, które ze względu na ta uroczystość założyły swoje habity oraz ogromna liczba wiernych. Kiedy przybyliśmy na miejsce, trwały jeszcze ostatnie przygotowania wspólnej uczty. Pomimo biedy ludzie ci postarali się o dużą ilość jedzenia.
W innej miejscowości, gdzie obecnie buduje się nową szkołę, dwie siostry uczą katechezy. Mieszkają w starej szkole w bardzo skromnych warunkach. Mieszkańcy przyszli, by się z nami przywitać, jak również z wielką gościnnością pokazywali nam wykonane z glinianej cegły domy. Zaprowadzono nas na mały plac, gdzie znajdowała się ich kaplica. Było to mieszkanie bez frontowej ściany. Jeden z najstarszych mieszkańców wioski (77lat) powiedział mi, że tutaj się modlą i mają Msze św. Zapytałem jak często przyjeżdża ksiądz, by odprawić Msze św. Odpowiedział, że raz albo dwa razy w roku.
Podczas naszego pobytu i odwiedzania katolików wszędzie byliśmy przyjmowani z wielką radością. W jednej z miejscowości użyto nawet sztucznych ogni, by nas w ten sposób powitać.
Co wieczór modliliśmy się kościołach wraz z mieszkańcami wiosek. Przy pomocy naszych studentów, którzy z nami pojechali, przeprowadzaliśmy czuwania na wzór Taizé. Kościoły były wypełnione. Po raz pierwszy od momentu wyjazdu z Polski widziałem wypełniony wiernymi kościół. Ludzie ci rano i wieczorem schodzą się do kościoła, by się wspólnie modlić, również i wtedy gdy nie ma obecnego księdza. Ich śpiew jest przejmujący.
W największej katolickiej wiosce (nie pamiętam jak licznej, ale wielotysięcznej), po Mszy św. przeprowadziliśmy katechezy dla dorosłych, młodzieży i dzieci. Wraz z O. Irkiem uczestniczyliśmy w katechezie młodzieży w starej przykościelnej salce katechetycznej. Młodzież nie wahała się dawać świadectwa swojej wiary, jak również zadawać pytania, na które staraliśmy się odpowiedzieć.
Mimo trudnych warunków, spędziliśmy wspaniały czas z tymi ludźmi. Widzieliśmy, jak olbrzymi jest tam głód Ewangelii, jak bardzo niewystarczająca liczba kapłanów i wielka wiara mieszkających tam katolików. Kończąc zawierzam modlitwom naszą misję i Kościół w Chinach. Bóg zapłać za wszelkie modlitwy!
O. Sławomir Kalisz OMI

