MD
Misyjne drogi
zmiana stylu:
100% lub 800 pikseli

Listy misjonarzy


Ludzie są tutaj naprawdę biedni

San Mateo del Mar , 10.10.2009
Gorąco pozdrawiam wszystkich czytelników „Misyjnych Dróg”. Tak gorąco, jak gorąco jest w San Mateo del Mar, gdzie się obecnie znajduję. Teraz, kiedy piszę ten list w moim pokoju słupek rtęci sięga 33oC. Chłodniej jest nad ranem, bo temperatura spada o całe 2 stopnie. Jeśli więc ktoś w Polsce czuje się nie dogrzany, zapraszam. Nie ma dnia bez słońca, a kiedy pada deszcz, jest on zazwyczaj obfity i krótkotrwały.

Misyjne drogi są różne, mnie, razem z o. Tomaszem Szafrańskim OMI, zaprowadziły do Meksyku. Pełnimy tutaj posługę od ponad 2 miesięcy. Po miesięcznym pobycie wraz z 11 prenowicjuszami w Guadalajara Ojciec Prowincjał skierował nas na tymczasowe placówki. O. Tomasz pracuje w stolicy, największym mieście na świecie i równocześnie, tak sądzę, największej na świecie parafii oblackiej, liczącej około 150 tysięcy parafian. Ma dużo pracy, szczególnie z ludźmi biednymi. Przedmieścia Meksyku są naprawdę ubogie. (...)
Łącki Marcin OMI

Potrzeba nam wiele spokoju i zawierzenia Bogu

Poznań, 28.09.2009
Należę do zgromadzenia Misjonarzy św. Rodziny. Pracuję w Papui Nowej Gwinei, ale czasowo przebywam na leczeniu w Poznaniu. W tym roku przypada dwudziesta rocznica rozpoczęcia misji przez nasze Zgromadzenie w diecezji Goroka, a potem Mendi. Pracuję tam od 1994 r. Napiszę kiedyś więcej o naszej pracy i o samym kraju, jego urokach i trudnościach, a dzisiaj tylko, na prośbę o. Redaktora, przedstawię krótki rys. Jest w niej wiele uroku, ale potrzeba hartu ducha, spokoju, a przede wszystkim zawierzenia Bogu.

Do dziś pamiętam pierwsze kroki w dżungli, przeprawy przez rzeki. Pierwsze Komunie św. z dziećmi w strojach tradycyjnych zrobionych z traw i kolorowych piór ptaków. Było to jedno z najpiękniejszych przeżyć, gdy widziało się radość dzieci, a jedynym podarunkiem w tym dniu była miska ugotowanego ryżu. (...)
Michalski Piotr, ks. MSF

Tu praca nigdy sie nie kończy

Toamasina , 21.09.2009
Zakończenie mojego ostatniego listu było bardzo pesymistyczne. Pisałem wtedy o sytuacji politycznej i ekonomicznej na Madagaskarze. Nasza misjonarska praca, zgodnie z tym, co zawarte jest w naszej wierze, chce przemieniać świat na lepsze. Dlatego też wszelka ludzka bieda, brak nadziei na lepszy rozwój kraju przeżywamy jako niepowodzenie w naszej pracy. Kolejny prezydent Madagaskaru – Marc Ravalomanana – musiał uciekać za granicę. Gdyby tego nie zrobił, zostałby zlinczowany przez ludzi. Mieszka on teraz z rodziną w Republice Południowej Afryki. Partie polityczne bezskutecznie próbują się dogadać, w ekonomii jest coraz gorzej, wiele fabryk zostało zamkniętych, przedsiębiorstwa z zagranicy boją się inwestować w kraju, w którym co siedem lat wybucha mała wojna. (...)
Kasperski Mariusz OMI

Dziękując za modlitwy…

Poznań , 22.08.2009
Bardzo serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników „Misyjnych Dróg”, a szczególnie Przyjaciół misji oblackich. Od czterech lat pracuje na Madagaskarze na misji, która nazywa się Ambinanidrano. Jest nas tam trzech ojców: Grzegorz Janiak, Franciszek Ratovonirina, oblat malgaski, ja oraz sześciu nowicjuszy.

Misja Ambinanidrano to niewielkie miasteczko. Większość naszych chrześcijan żyje w buszu. Często są oddaleni od nas o kilkadziesiąt kilometrów. Trudno im co niedzielę przyjść na naszą misję do kościoła. Trzeba wziąć pod uwagę, że w buszu nie ma dróg, klimat też sprawia niespodzianki, więc rodzinom wielodzietnym nie jest łatwo się przemieszczać na piechotę. Właśnie dlatego co pewien czas odwiedzam naszych chrześcijan w ich wioskach. Wychodzę na tydzień lub dwa tygodnie do buszu i idę od wioski do wioski. Zawsze w każdej wiosce jestem jeden dzień. Na początku mieszkańcy wioski przychodzą, żeby przywitać się z misjonarzem i razem pijemy kawę.. Potem przychodzi czas na odświeżenie się w pobliskiej rzece i przygotowanie do długo oczekiwanych ceremonii. Kiedy wszyscy są już gotowi, zaczyna się katecheza, przygotowanie do sakramentów, do Eucharystii. Po Mszy św. wielu ludzi przychodzi prosić też o lekarstwa, gdyż na co dzień dostęp do medycyny jest bardzo ograniczony, a można powiedzieć, że w ogóle go nie ma. Kiedy mam chwilę wolną, chodzę po wiosce rozmawiam z ludźmi, o tym, co ich cieszy, co smuci, o problemach i radościach.

Tak to moje misjonowanie toczyło się przez prawie cztery lata. Niestety w styczniu tego roku poważnie zachorowałem na malarię. Dzięki Bogu, kryzys choroby przyszedł w stolicy Madagaskaru Antananarivo, gdzie akurat odbywały się rekolekcje, w których uczestniczyłem. W piątkowe popołudnie o. Marek Ochlak OMI zawiózł mnie do szpitala. Organizm był już tak wyczerpany chorobą, że zaraz na drugi dzień zapadłem w śpiączkę. Kolejne dziesięć dni znam tylko z opowiadań moich współbraci i personelu szpitala, którzy czuwali przy mnie. Stan był naprawdę ciężki.

Wiem, że wiele osób otoczyło mnie wtedy swoją modlitwą i nadal otacza. Dziś wiem, że tylko ta głęboka, szczera modlitwa wielu ludzi pozwoliła mi się obudzić, zebrać odrobinę sił, by w końcu wrócić do Polski i tu kontynuować leczenie. Chciałbym Wam wszystkim Kochani, zarówno tym, którzy byli przy mnie na Madagaskarze jak i tym, którzy są teraz ze mną, bardzo podziękować za modlitwę, za wsparcie, za opiekę.

Misyjny szlak jest pełen niespodzianek, czasem, jak widać, bardzo trudnych. Największym wsparciem w takich chwilach jest modlitwa.

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie.
Chojnowski Wiesław OMI

Moje radości

Poznań , 20.08.2009
Po trzech latach jestem znowu na urlopie w Polsce. Tym razem trochę krótszym. W Rzymie spotykam swoich parafian i razem z nimi będę pielgrzymował po Wiecznym Mieście. Udajemy się również do Medjugorjie. I to wszystko w ramach mojego tegorocznego urlopu. A zatem radość wielka.

Pracuję nadal w Mendozie w Argentynie przy naszym sanktuarium maryjnym. Pisałem o tym trzy lata temu. Jest nas tam pięciu kapłanów-oblatów. Pracy nie brakuje. Oprócz dorywczej pomocy w sanktuarium pełnię zadanie kapelana więzienia. Moim głównym zajęciem tam jest rozmowa z tymi nieszczęśliwymi ludźmi i oczywiście posługa sakramentalna. Moją wielką radością jest to, że wywalczyłem w zarządzie zakładu karnego powstanie kaplicy z prawdziwego zdarzenia. Nasze nabożeństwa są ekumeniczne. Jest bowiem w więzieniu również sporo wyznawców innych religii, choć Argentyna jest w 90% katolicka. Apostołuję również wśród strażników. Ostatnio ochrzciłem policjantkę. (...)
Biskup Stanisław OMI

Dziewczynki

Cochabamba , 02.02.2009
W ciągu 17 lat pracy w Boliwii pytanie „dlaczego” bardzo pomagało mi zrozumieć tamtejszych ludzi ich sposób myślenia, wartościowania.

Zastanawiałam się, dlaczego dziewczynki nie cieszą się z tego, że są dziewczynkami i na to pytanie szybko znalazłam dosyć smutne odpowiedzi.

W Boliwii dziewczynka i w ogóle kobieta nie jest traktowana na równi z mężczyzną. Odwiedzając rodziny, zauważyłam, że w wielu z nich przy stole siedzi mąż i chłopcy, a dziewczęta i nawet żona stoją z boku. W rozmowach z obcymi nie mają prawa zabierać głosu i na równi z innymi usiąść do stołu. W wielu też wioskach, jeśli sytuacja materialna rodziny jest trudna, rodzice zabiegają o wykształcenie chłopców, natomiast dziewczyna zostaje w domu. Uważa się, że jest przeznaczona do rodzenia i wychowywania dzieci, pracy w domu, więc po co jej wykształcenie? Tam, gdzie są misjonarze, świadomość godności kobiety się podnosi i wiele dziewcząt już wie, że ma takie same prawa. Czasami udaje im się przez te sytuacje przebrnąć przebojem np. uciekają z domu, pracują jako służące w zamożnych domach i równocześnie się uczą. (...)
Siarka Maria, siostra ze Zgromadzenia Sług Jezusa


 
Copyright 2005-2009 ©
Misyjne Drogi